Na Rynku we wtorek będą zarażać uśmiechem
We wtorek na Rynku Głównym odbędzie w godz. 10-12 odbędzie się uśmiechnięty happening
Małgorzata Wach: Podobno na Rynku Głównym będzie dziś można dostać receptę na szczęście?
Ewa Sobczyk, wiceprezes stowarzyszenia Wiosna, organizatora kampanii na rzecz uśmiechu: Będzie też można zbadać poziom optymizmu we krwi, dostać zastrzyk wywołujący śmiech i posiedzieć na kozetce szczęścia. A przede wszystkim będzie się można szczerze uśmiechnąć. Bo właśnie o uśmiech chodzi zarówno w happeningu, jak i w całej akcji. Oprócz Krakowa włączyło się w nią kilka innych miast w całej Polsce. O tym, że dobrze jest się uśmiechać, przypomną dziś też m.in. konduktorzy w pociągach.
Data akcji nie jest przypadkowa...
- 1 kwietnia to dzień, w którym ludzie robią sobie kawały. To dobry dzień, żeby przypomnieć ludziom, że mają w sobie siłę, której na co dzień nie wykorzystują - uśmiech. Wystarczy popatrzeć na nasze ulice, na ludzi w tramwajach i autobusach. Większość trzyma nos na kwintę, a jeśli już znajdzie się ktoś, kto się uśmiechnie, to najczęściej myślimy, że to świr, albo odwracamy się, żeby sprawdzić, czy to było do nas. Osoby, które się oduśmiechają należą do rzadkości.
Chcecie to zmienić?
- Chcemy sprawić, żeby ludzie się uśmiechnęli, i powiedzieć: "Ludzie, róbcie to częściej! Uśmiechnięte oczy widzą świat inaczej".
Tobie zdarza się ot, tak do kogoś uśmiechnąć?
- Bardzo często. Zwłaszcza do osób, które są smutne. Nie ma lepszego lekarstwa niż uśmiech. Szczególnie na małe smuteczki. Jakiś czas temu miałam ciężki dzień. Siedziałam w tramwaju ze spuszczonym nosem. Wszystko było na nie. I nagle gdzieś z tłumu uśmiechnęła się do mnie sympatyczna dziewczyna. "Nie martw się" - wyczytałam z tego jej uśmiechu. Zrobiło mi się jakoś lepiej na sercu. Kilka dni później spotkałam tę dziewczynę na ulicy. Szła zamyślona. Uśmiechnęłam się, a ona się oduśmiechnęła. Raczej mnie nie pamiętała, ale ja ją zapamiętałam. Bo pewnego szarego dnia bardzo mi pomogła.
Ewa Sobczyk, wiceprezes stowarzyszenia Wiosna, organizatora kampanii na rzecz uśmiechu: Będzie też można zbadać poziom optymizmu we krwi, dostać zastrzyk wywołujący śmiech i posiedzieć na kozetce szczęścia. A przede wszystkim będzie się można szczerze uśmiechnąć. Bo właśnie o uśmiech chodzi zarówno w happeningu, jak i w całej akcji. Oprócz Krakowa włączyło się w nią kilka innych miast w całej Polsce. O tym, że dobrze jest się uśmiechać, przypomną dziś też m.in. konduktorzy w pociągach.
Data akcji nie jest przypadkowa...
- 1 kwietnia to dzień, w którym ludzie robią sobie kawały. To dobry dzień, żeby przypomnieć ludziom, że mają w sobie siłę, której na co dzień nie wykorzystują - uśmiech. Wystarczy popatrzeć na nasze ulice, na ludzi w tramwajach i autobusach. Większość trzyma nos na kwintę, a jeśli już znajdzie się ktoś, kto się uśmiechnie, to najczęściej myślimy, że to świr, albo odwracamy się, żeby sprawdzić, czy to było do nas. Osoby, które się oduśmiechają należą do rzadkości.
Chcecie to zmienić?
- Chcemy sprawić, żeby ludzie się uśmiechnęli, i powiedzieć: "Ludzie, róbcie to częściej! Uśmiechnięte oczy widzą świat inaczej".
Tobie zdarza się ot, tak do kogoś uśmiechnąć?
- Bardzo często. Zwłaszcza do osób, które są smutne. Nie ma lepszego lekarstwa niż uśmiech. Szczególnie na małe smuteczki. Jakiś czas temu miałam ciężki dzień. Siedziałam w tramwaju ze spuszczonym nosem. Wszystko było na nie. I nagle gdzieś z tłumu uśmiechnęła się do mnie sympatyczna dziewczyna. "Nie martw się" - wyczytałam z tego jej uśmiechu. Zrobiło mi się jakoś lepiej na sercu. Kilka dni później spotkałam tę dziewczynę na ulicy. Szła zamyślona. Uśmiechnęłam się, a ona się oduśmiechnęła. Raczej mnie nie pamiętała, ale ja ją zapamiętałam. Bo pewnego szarego dnia bardzo mi pomogła.
Źródło: Gazeta Wyborcza Kraków

