Ania Groblicka (Newsletter WIOSNY, 24.X.2008)
Od trzech lat wolontariuszka PACZKI, w tym roku koordynuje akcję w Małopolsce. Uczestniczka Wiosny Liderów. Harcerka. Mówi o sobie: "Nie cierpię bezczynności i myślę, że moje życie nie miałoby sensu, gdybym spędzała je w bezruchu. Dlatego właśnie realizuję się w wolontariacie".
Zapytaliśmy Anię o wolontariat - rozmowa była tak interesująca, że urósł z tego cały wywiad!
- W akcji SZLACHETNA PACZKA bierzesz udział trzeci rok z rzędu. W tym roku po raz pierwszy będziesz czuwać nad pracą sztabów wolontariuszy w całej Małopolsce. Pamiętasz, jak to było, kiedy zaczynałaś?
- Na początku – dwa lata temu – byłam „zwykłą” wolontariuszką. Do moich obowiązków należało przede wszystkim ankietowanie rodzin. Polega to na rozmawianiu z osobami, wskazanymi jako te, którym mogłaby się przydać pomoc, dowiadywaniu się, jaka jest ich sytuacja i potrzeby. Po przeprowadzeniu wywiadów i wpisaniu danych potrzebujących rodzin do bazy razem z kolegami ze sztabu pracowaliśmy w magazynie – odbieraliśmy paczki od darczyńców, zawoziliśmy je pod wskazane adresy i wręczaliśmy rodzinom. W następnym roku, na prośbę koleżanki, która wcześniej kierowała pracą naszej grupy, zostałam liderem sztabu. To było zaskoczenie i wyzwanie. Od razu zostałam rzucona na głęboką wodę i miałam przeróżne perypetie. Większość z nich wynikała z tego, że na początku robiłam wszystko za wszystkich, ale po kilku dniach, gdy zaczęłam padać ze zmęczenia, zrozumiałam, że nie tędy droga i nauczyłam się rozdzielać zadania oraz angażować w pracę cały zespół. Powoli zaczęłam uczyć się zasad pracy w grupie.
- Co Ci się najbardziej spodobało w nowej roli?
- Najlepszą częścią pracy były dla mnie rozmowy z ludźmi przez telefon. Jako lider sztabu musiałam odpowiadać na wszystkie, najdziwniejsze nawet pytania ludzi, którzy przygotowywali paczkę dla wybranej przez siebie rodziny. Były to pytania typu: co dokładnie kupić, w jakim kolorze, czy lepsza będzie bluza z kapturem, czy bez, w jaki papier zapakować paczkę? Pytali mnie dosłownie o wszystko! Pamiętam też, jaką mieliśmy niespodziankę, gdy do magazynu dotarła paczka od firmy, której pracownicy wspólnie postanowili pomóc jednej z rodzin. Kilku panów przyniosło 5 czy 6 ogromnych pudeł, zapakowanych w kolorowy papier – nie mogliśmy wyjść z podziwu, bo wszystko to było dla jednej rodziny! Najlepsze jest to, że takie paczki nie są robione z pieniędzy firmy – to pracownicy zbierają między sobą pieniądze i sami przygotowują prezenty, najczęściej bardzo się przy tym starając, żeby sprawiły one radość rodzinie. Wiadomo, że tak od razu nie da się spełnić wszystkich życzeń, bo często rodzinom brakuje dosłownie wszystkiego. Ale czasem zdarzają się paczki, które spełniają nie tylko te podstawowe potrzeby. Kiedyś na przykład pewien chłopiec dostał sztalugi, komplet najlepszych farb, pędzli i wszystkich przyborów do malowania, bo pracownicy firmy przeczytali w opisie rodziny, że chłopiec bardzo interesuje się malarstwem. To miłe widzieć, jak ludzie się starają, żeby sprawić komuś radość. Bardzo ważnym przeżyciem było dla mnie zawożenie paczek rodzinie. Pamiętam zwłaszcza reakcje dzieci. Dzieci są najlepsze, bo nie ukrywają uczuć, są takie spontaniczne: od razu biegną, rozrywają papier, głośno cieszą się z prezentów! (śmiech)
- To te najprzyjemniejsze momenty. A jakie mogą pojawić się trudności?
- Ze strony wolontariuszy pojawia się czasem problem braku odpowiedzialności. Czasem ludzie nie zdają sobie sprawy z odpowiedzialności, jaką na siebie wzięli, nie rozumieją, że kiedy oni nie wypełniają swojej części zadania, wtedy wali się wszystko – praca całego zespołu. Poza tym sytuacja ankietowania też jest czasem dosyć trudna. Bo nie wszystkie ankietowane rodziny otrzymują paczki – czasem trzeba kogoś pominąć. Kiedy trzeba wykluczyć rodzinę, gdzie jest patologia i zachodzi podejrzenie, że prezenty z paczki mogłyby zostać źle wykorzystane, ale gdzie również są małe dzieci, to na pewno taka sytuacja jest trudna. No, ale na szczęście – to nie zdarza się często…
- Dlaczego pracujesz jako wolontariuszka?
- Wolontariat to jest dawanie siebie drugiemu człowiekowi, ale ktoś kiedyś powiedział, że odnaleźć siebie można w dawaniu siebie. Więc nie jest tak, że to wszystko działa tylko w jedną stronę. Może moje motywy są egoistyczne? (śmiech) Przekazuję swój czas i energię komuś innemu, ale też spełniam się w tym, co robię. Myślę, że ludzie realizują się w wolontariacie.
- W jaki sposób Ty się realizujesz? Co daje Ci praca w wolontariacie?
- Czuję, że ta praca mnie rozwija – doskonalę umiejętność pracy w grupie, organizowania sobie czasu, uczę się mnóstwa różnych rzeczy! Ale przede wszystkim wolontariat pozwala mi pomagać drugiemu człowiekowi. Mam świadomość, że nie jestem obojętna na to, co się dzieje dookoła mnie. Poza tym ważni są ludzie, których się spotyka w wolontariacie. Są fantastyczni! Gdy patrzę, ile robią, ile potrafią, to sprawia, że i ja się wtedy budzę i czuję, że też mogłabym zrobić więcej! Pojawia się taka nowa, wielka motywacja. Dużo też można dostać od ludzi, którym pomagamy, ale nie chodzi tylko o to, że dziękują. Tak zresztą nie jest zawsze. Wolontariusze często się zrażają, bo na przykład ktoś niewystarczająco okazał radość z otrzymanej paczki, nie podziękował tak, jak to sobie wyobrażali, jak tego oczekiwali. A tak nie wolno. Trzeba pamiętać o tym, że ci ludzie są w trudnej sytuacji, mają różne problemy, najczęściej od wielu lat i może ten brak wdzięczności wynika stąd, że to sytuacja ich jakoś do tego usposobiła. Poza tym czasem trudno jest okazywać uczucia; obdarowani czasem są na to zbyt skrępowani, zaskoczeni.
- Jak myślisz, co jest niezbędne w pracy w wolontariacie?
- Uważam, że wolontariat wiąże się z empatią. Bez tego każda praca byłaby bezsensowna, bo nie widziałoby się celu w pomaganiu. Potrzebna jest też umiejętność samoorganizacji i duże poczucie odpowiedzialności. Bo jeżeli na coś się decyduję i nagle rzucam to w pół drogi, to po prostu nie fair w stosunku do ludzi, z którymi coś tworzę i do tych, którzy na mnie liczą, którym coś się obiecało. Jeżeli decyduję się poświęcić czas, to naprawdę go poświęcam. Trzeba mieć serce do tej pracy – to chyba tyle.




















