CSR - po prostu żyć! (Newsletter 10.10.2008)
Każdemu zdarzają się w życiu chwile, gdy pyta siebie samego: po co żyję? Odpowiedź na pytanie o sens życia tkwi poza tym, co moje. Wygląda na to, że jest to zjawisko na tyle mierzalne (a nie tylko filozoficzne), że w wielu firmach dostrzega się konieczność organizowania wolontariatu pracowniczego.
Są firmy, które dają wolne pracownikom, gdy ci podejmują zaangażowanie wolontariackie; inne dokładają drugie tyle, gdy pracownik przeznacza cześć pensji na rzecz organizacji pozarządowej. Widocznie to się opłaca. Zgodnie z prostym pytaniem: czy żyję, aby mieć, czy mam, aby żyć? Coraz częściej ludzie chcą po prostu żyć.
Corporate Social Responsibility, czyli społeczna odpowiedzialność biznesu. Czy to jest jakaś nowa moda na sukces lub odwrotnie – łagodzenie zazdrości o sukces (jeśli on wygrywa, to ja przegrywam)?
Odpowiedzialność biznesu wywodzi się właściwie z początków tworzenia społeczności: ten, kto był silniejszy i odnosił sukces, pomagał żyć słabszym. Gdy nie ma żadnych instytucji socjalnych, szansą dla słabszych jest dobra wola silniejszych. Mówiono: dobry pan, dobry władca. Zapewne od początku w takiej postawie było coś więcej niż dobra wola. Przecież dobra opinia w społeczności lub – mówiąc naszym językiem – dobry PR obniża koszty funkcjonowania władzy. Ochrona jest dużo tańsza, a stabilność władzy pewniejsza. Gdy słabi są uciskani, ich słabość może zamienić się w moc rewolucji. Tak zachowują się ci, którym już na niczym nie zależy – nie mają nic do stracenia. Zapewne z tego względu rodziła się mądrość społeczności (a nie poszczególnych jednostek), by bronić słabszych. Tworzyły się role społeczne – żebraka, szaleńca itp., powstawały instytucje – sierocińce, szpitale. Utrwalał się zwyczaj opieki nad słabszymi w rodzinie (np. nad wdowami; przez wieki nie było przecież dla kobiet pracy na wolnym rynku). Często te zwyczaje były później obwarowywane wieloma sankcjami społecznymi, stając się istotnym elementem moralności społecznej. To jest w jakiś sposób oczywiste – sukces oszałamia. Bogactwo zamyka oczy na innych. Brak wyczucia prowadzi do błędów, a niektórych z nich nie można wybaczyć.
Doktryna kapitalistyczna została zbudowana właśnie na tych założeniach. Postuluje ona, by państwo przede wszystkim strzegło zasad wolnego rynku, a ludzie już z natury będą się dzielili z innymi. Podatki należy zaniżać, a odpowiedzialność socjalną państwa pozostawić w rękach ludzi, a nie instytucji. Dlaczego? Ponieważ ludzie oddolnie lepiej się organizują niż może to zrobić odgórnie najlepsza nawet instytucja. Dzisiaj jesteśmy pośrodku tych skrajności. Historia pokazuje, że ludzie z natury chcą się ze sobą dzielić, ale często mają tyle swoich spraw, że zapominają o innych. Równocześnie instytucje państwowe powołane do pomagania innym często stają się po prostu miejscami pracy, bez chęci efektywnego zaangażowania w los potrzebujących.
Czym więc jest CSR? Dostrzegam w nim dwa, zupełnie różne, elementy. Po pierwsze – element biznesowy. Dość powszechne jest stwierdzenie, że biznes powinien zajmować się przede wszystkim biznesem, bo właśnie na zarabianiu pieniędzy się zna. Tyle tylko, że taki element jak wizerunek też ma ogromne znaczenie biznesowe. Czyż biznes nie wymaga drogich samochodów, wystawnych siedzib, kosztownych przyjęć? To przecież w sposób oczywisty zamienia się na wysokość kontraktów. Można zadać proste pytanie: czy stać Cię na to, aby pomagać innym tak, jak stać Cię na samochód? Wydaje się, że dla dużych korporacji wizerunkowe znaczenie CSR-u jest już oczywiste; często zdążyły już one ponieść zbyt duże koszty, związane z brakiem takiego zaangażowania. Drugą wartością biznesową jest oczywiście relacja z otoczeniem, czyli koszty współpracy, albo inaczej – koszty ochrony. Jeśli ktoś jest nieludzki, łatwiej go okraść i łatwiej oszukać. Do dzisiaj nosimy w polskiej duszy wypracowane w czasach nieludzkiego socjalizmu usprawiedliwienie kradzieży tego, co niczyje (czytaj: państwowe, samorządowe, zakładowe).
A element ludzki? Otóż okazuje się, że jeśli ktoś zajmuje się jedynie biznesem i swoją rodziną, to szybko się wypala – traci siłę wewnętrzną, kreatywność i motywację do pracy. Oczywiście, aby się utrzymać przy życiu, można wykonywać mechaniczne czynności. Jeśli jednak trzeba działać z pasją (a zarządzanie przez pasję jest jedną z najefektywniejszych metod), trzeba być w zgodzie z sobą. Natura ludzka górą! Przecież nie jesteśmy stworzeni jedynie do zdobywania pieniędzy i zażywania dzięki nim przyjemności. Mamy potrzeby wyższe, których nie można oszukać. Nawet świętość rodziny nie wystarcza. Każdemu zdarzają się w życiu chwile, gdy pyta siebie samego: po co ja żyję? A odpowiedź na pytanie o sens życia tkwi poza tym, co moje. Można oszukać swoje sumienie; ale czy wtedy można spać spokojnie? Wygląda na to, że jest to zjawisko na tyle mierzalne (a nie tylko filozoficzne), że w wielu firmach dostrzega się konieczność organizowania wolontariatu pracowniczego. Są firmy, które dają wolne pracownikom, gdy ci podejmują zaangażowanie wolontariackie; są firmy, które dokładają drugie tyle, jeśli pracownik wpłaca pewną kwotę na rzecz organizacji pozarządowej. Widocznie to się opłaca.
CSR jest tematem mimo wszystko nowym. Z moich doświadczeń wynika, że często również nieprzemyślanym. W wielu firmach podejmuje się takie działania jedynie ze względu na modę, bez zrozumienia ich znaczenia. Często rodzi się zastrzeżenie co do uczciwości CSR-u (wkładu firmy w stosunku do skali zaangażowania). Obserwuję jednak, że w Polsce zmierza to w dobrą stronę. Zgodnie z prostym pytaniem: czy żyję, aby mieć, czy mam, aby żyć? Coraz częściej ludzie chcą po prostu żyć…
Ks. Jacek WIOSNA Stryczek
Prezes Zarządu Stowarzyszenia WIOSNA
powrót




















