Maciek - lider Akademii Przyszłości
Maciek - niedawny wolontariusz, teraz pracownik Stowarzyszenia Wiosna. Przez kilka lat uczył dzieci w ramach programu Akademia Przyszłości. Opowiada, jak wspomina kontakt z dziećmi oraz ciężką walkę o ich koncentrację i chęć do nauki.
Zawsze chciałem uczyć
i wiedziałem, że będę. Wtedy byłem na II roku studiów i jadłem obiad w barze mlecznym na Grodzkiej. Zobaczyłem ogłoszenie o naborze tutorów; pomysł bardzo mi się spodobał i zgłosiłem się do Akademii Przyszłości. Po kursie dla wolontariuszy zorganizowanym przez WIOSNĘ czułem niedosyt. Szedłem do pierwszej szkoły przestraszony, ze świadomością, że polegam tylko na sobie. Wiedziałem, że będę spotykać się z uczniem w systemie 1 na 1, co oznacza, że będziemy we dwoje, a lekcje będą się odbywały raz w tygodniu przez półtorej godziny. W gimnazjum nauczyciele patrzyli na mnie z politowaniem. Pedagog który miał mnie wprowadzić, powiedział, że da mi wpis do praktyk i mogę wracać. Gdy wyjaśniłem mu sprawę, zapytał: "Zgłupiał pan?!". Mało kto rozumiał, dlaczego z własnej woli chcę spędzać czas w nowohuckim gimnazjum.
Moim pierwszym uczniem był Rafał - czternastolatek. Gdy się poznaliśmy, był zagrożony chyba ze wszystkich przedmiotów. Uczyłem go historii i angielskiego. Miał ogromne problemy z koncentracją; był zdolny, ale nie potrafił się skupić na nauce. Jego otoczenie wpoiło mu przekonanie, że wygodniej jest się nie wychylać ani nie ujawniać talentów. Dzieci, które nie widzą sensu uczenia się, nie rozumieją, że wiedza daje z czasem wiele szans. Im tego w domu nikt nie wytłumaczył, nie zachęcił. Nie znają takiego myślenia.
Moi oboje rodzice są nauczycielami, dlatego mniej więcej wiedziałem, czego się spodziewać po swoim podopiecznym - przecież nawet wśród najmłodszych uczniów wzrasta wulgarność, chamstwo, nonszalancja. Przerażające jest to, że lepsi równają do gorszych. Małe dziewczynki się malują, farbują włosy, a chłopaki leją i to porządnie. Na szczęście w systemie 1 na 1 łatwiej było wprowadzić zasady. Nie było ucieczki przed uwagą, patrzysz sobie z dzieckiem w oczy i nie ma tego całego tła klasy, na którym łobuziak chciałby zaistnieć.
Korepetycje Akademii Przyszłości mają być motywujące „do życia". Nie chodzi przecież tylko o to, by mieć piątki, ale - żeby być wartościowym, dobrym człowiekiem. Sama idea jest świetna - w szkole zjawia się dorosły człowiek, student i to jest przecież nobilitujące, bo przecież przyjeżdża właśnie do ciebie - jesteś wybrany, ważny! Na początku dzieci - owszem - wstydzą się pomocy. Sukcesem jest, kiedy podczas pierwszych zajęć dziecko powie więcej niż "tak" lub "nie", odpowiadając na pytania.
Uczono nas w Akademii, że nie wolno angażować się w problemy. Można słuchać, ale nie komentować. No bo co odpowiedzieć, gdy Ania, Monika czy Rafał mówi, że tata zapił, że znów kłótnia w domu? Mam iść pobić tego ojca? Słucham i próbuję podejść do tego małego człowieka z drugiej strony; nagradzać, mówić Brawo!, nawet, gdy rozwiązuje zadanie „prawie dobrze". Pokazać, że jest wartościowy, bo cóż innego mogę zrobić? Nie jestem psychologiem, nie potrafię rozwiązać ich sytuacji rodzinnej, mogę tylko pozostawić lekko uchylone drzwi do innego świata. Wiara w siebie u większości z nich jest mocno osłabiona.



