Najważniejsze to nie bać się porażki

Spróbować, nie spróbować…O tym jak realizować marzenia, jak nie poddawać się i nie bać porażki, a także o pisaniu swojej własnej historii rozmawiam z Krzysztofem Daniewskim, Prezesem Harvard Club of Poland.

Renata Poreda, Stowarzyszenie WIOSNA: Jest Pan absolwentem Harvardu. To brzmi dumnie! Daje prestiż. Kiedy jednak czytam o klubie, który zrzesza absolwentów, to mam wrażenie, że to coś więcej.

Krzysztof Daniewski, Harvard Club of Poland: To prawda. Stowarzyszenie Harvard Club of Poland poza zrzeszaniem polskich absolwentów Harvardu, postawiło sobie za cel mentorowanie młodych Polaków pragnących zdobyć edukacje na najwyższym poziomie. Stąd idea konkursu Drogi na Harvard (www.droganaharvard.pl). Stworzyliśmy również fundusz polskich absolwentów, który pomaga finansować studia Polaków na Harvardzie.

RP: W AKADEMII zachęcamy dzieci do podejmowania wyzwań, by miały odwagę realizować marzenia. Zawsze marzył Pan, żeby zostać absolwentem Harvardu?

KD: To marzenie pojawiło się dość wcześnie - gdy byłem w szkole średniej, ale skrystalizowało się w czasie mojego pobytu w Nowym Jorku na początku lat 90tych.

RP: Jak udało się Panu zrealizować marzenie?

KD: Postanowiłem spróbować. To jest najważniejsze – nie bać się porażki. Bycie absolwentem Harvardu to oczywiście powód do dumy, ale również zobowiązanie. To nie jest tylko pobyt w szkole. To przygoda na całe życie.

RP: Są takie momenty w życiu każdego człowieka, kiedy ma ochotę powiedzieć: nie mam już siły, mam dość, czy miał Pan takie chwile? I co pomagało Panu iść do przodu, mimo trudności?

KD: Miałem chyba jak każdy i nie wszystko mi się w życiu udało, zapewniam. Staram się jednak być optymistą i widzieć szklankę do połowy pełną, a nie pustą.

RP: Często także w takich sytuacjach pomaga życiowe credo, które jest jak drogowskaz. Ma Pan coś takiego?

KD: Jednego życiowego credo nie mam, ale często cytuję zdanie, które wypowiedział Winston Churchill „Historia będzie dla mnie łaskawa, ponieważ mam zamiar ją sam napisać”.

RP: Drogowskazami okazują się także ludzie spotkani po drodze. Kto miał największy wpływ na to kim Pan jest dzisiaj?

KD: Rodzice, znajomi, którzy mieli podobne pasje. Niestety, nie miałem jednego mentora dobrego na wszystko – często musiałem otwierać drzwi sam. Teraz mentoruję około 200 osobom na różnych etapach ich kariery i sprawia mi to wielką satysfakcje.

RP: Na zajęciach w AKADEMII PRZYSZŁOŚCI tutor-wolontariusz razem ze swoim uczniem pokonuje trudności szkolne, ale przede wszystkim motywuje do podejmowania wyzwań i uczy wygrywać, myśleć kreatywnie. Proszę powiedzieć jak takie zajęcia wyglądają na Harvardzie? Czy bardzo się różnią od tych na polskich uczelniach?

KD: Na Harvardzie stawia się na kreatywność studenta, a nie na wykuwanie formułek. Ważna też jest praca w zespole. Zachęcam wszystkich do podejmowania wyzwań, które na początku wydają się nie do przejścia. Może być to mały projekt w szkole albo większy, w społeczności lokalnej, w której się przebywa. To bardzo rozwija i daje pewność siebie na przyszłość.

RP: Pamięta Pan pierwszą inaugurację roku akademickiego na Harvardzie? Co najbardziej zapadło Panu w pamięć?

KD: Chyba to, że chociaż jestem otoczony super mądrymi i ambitnymi ludźmi - nie mam jako Polak żadnych kompleksów.

RP: Czego by Pan życzył studentom AKADEMII PRZYSZŁOŚCI, którzy stoją u progu nowego roku akademickiego?

KD: Wytrwałości i nieprzejmowanie się drobnymi niepowodzeniami. Życie wynagradza pracowitych i otwartych na ludzi. Powodzenia!

Copyright © 2007-2017