Legalizacja

Ostatnio biegając wieczorem, mijałem grupę młodych ludzi w sytuacji „podklatkowej”. Nastolatki, na pewno nie starsi. Przebiegając, usłyszałem tylko jedno zdanie, nie powiedziane, ale po prostu wykrzyczane: - No i co z tego, że dopuszczą narkotyki! Wcześniej nic i później nic.

Dla mnie to był jednak sygnał, że to nie jest jedynie temat polityczny, dziennikarski. Tym żyją konkretni, młodzi ludzie. W dużej części nie są jeszcze wyborcami, ale niedługo nimi będą.

Więc legalizować narkotyki? Jasne, ze jestem przeciw. Wiemy jednak od dawana, że samo bycie przeciw nic nie zmienia. Wciąż słyszę: - I tak biorą. Dalej: - czym bardziej jest to czarny rynek, tym więcej złego. Poza tym, należy karać tylko dealerów. Jeśli ktoś zapali trawkę, to ma to znamiona niskiej szkodliwości społecznej. Ja się właśnie tutaj nie zgadzam.

Jeśli ktoś zapali, jeśli „weźmie” – przecież zwiększa to możliwość różnych komplikacji zdrowotnych. Ktoś podejmuje mniej lub bardziej świadomą decyzję o szkodzeniu swojemu zdrowi. Dlaczego ja mam być osobą, która ponosi tego konsekwencje? Przecież płacimy wspólne składki na służbę zdrowia. To ma sens, ponieważ wzajemnie dla siebie stanowimy gwarancję ratunku w czasie choroby. Połączenie zdrowych, chorych i ryzyka zachorowania daje szansę na to, że w „biedzie” znajdą się środki na leczenie. Dlaczego jednak z tej samej puli mają się leczyć ci, którzy świadomie niszczą swoje zdrowie?

Każdy przywilej powinien być związany z odpowiedzialnością. Nie jesteś dealerem, tylko „podpalasz” – zapłać sobie równocześnie osobne ubezpieczanie zdrowotne. Może ma to znamię niskiej szkodliwości społecznej, ale w tym samym czasie wiele osób walczy o życie, a brakuje dla nich środków na leczenie. Ja nie rozumiem, dlaczego tak mało mówi się o TYCH PIENIĄDZACH mocno powiązanych z narkotykami?


Ks. Jacek WIOSNA Stryczek

Copyright © 2007-2012  •  Wykonanie: INVENTOR Multimedia