Moc w słabości

Rozmowa z Anną Malec, dyrektorem SZLACHETNEJ PACZKI.


Czym jest dla Ciebie to, co robisz?

Gdy patrzę na to, co się dzieje, mam wrażenie, że uczestniczę w jakiejś niezwykłej przygodzie, czymś wielkim i ważnym. Czuję, że dostałam szansę, zostałam zaproszona to współtworzenia czegoś wielkiego, pomnażania dobra i wydobywania z ludzi tego, co w nich najpiękniejsze. Tutaj każde jedno słowo ma dla mnie znaczenie ewangeliczne, jestem osobą wierzącą, na wierze opieram swój światopogląd i system wartości. Wiem, że to, co robię, ma głęboki sens.

W jaki sposób rozpoczęła się ta przygoda?

Wydarzyła się ciekawa rzecz: kiedyś wiedziałam, że jest dobro, że trzeba pomagać ludziom. Jednak to wszystko było takie „książkowe”. W pewnym momencie jednak, odkąd trafiłam do PACZKI mam poczucie, że ta niezwykła, fascynująca przygoda, do której zostałam zaproszona, jest bardzo realna, to się dzieje naprawdę. Są rzeczywiście bardzo potrzebujący ludzie, którzy nie mają znikąd pomocy. I to nie jest zabawa, to jest brutalna rzeczywistość. I tu wszystko, co robię, ma ogromne znaczenie. W tym momencie toczy się historia, a ja osobiście jestem zaproszona do tego, by wpłynąć na to, jak ten świat będzie wyglądał.

Kim się czujesz będąc, było nie było, głową tak wielkiego przedsięwzięcia, które obejmuje tysiące ludzi?

Przede wszystkim, gdy myślę o liczbach, to w ogóle nie ogarniam ich umysłem. Ja staram się wyobrazić sobie konkretnego człowieka: myślę, czego może potrzebować rodzina, czego wolontariusz czy darczyńca, myślę o konkretnym człowieku, wyobrażam sobie jego twarz. To również wiąże się z tym, jak ja postrzegam swoją rolę i zarządzanie w ogóle: ja uważam, że to jest służba, ale nie w takim sensie, że błagam kogoś, żeby się zaangażował – po prostu ci ludzie są dla mnie bardzo ważni. Sama nie jestem po to, żeby być „wielkim dyrektorem” i tylko wymagać od innych, ale po to, żeby inni mogli się rozwijać. Dlatego mam taką metodę: gdy myślę o wolontariuszu, myślę o konkretnych ludziach, historiach, przypadkach.

Co jest w tym wszystkim najważniejsze?

Zmiana, wartość zmiany to jedna z najważniejszych rzeczy. Nastawienie na zmianę i przepracowanie własnych słabości. Ja się z tym tak bardzo utożsamiam, pracuję nad tym i widzę, jakie to przynosi owoce: i u mnie i u innych. To daje mi niezwykłą satysfakcję: mam poczucie, że teraz, gdy to zrobiłam, już się nie boję. Jestem częścią czegoś wielkiego, jednym z elementów, mającym do spełnienia swoją funkcję, bez którego ten mechanizm nie byłby tak skuteczny. Spojrzenie na to w sposób, że zostałam zaproszona (w domyśle przez Pana Boga) i uczestniczę w tej przygodzie, daje mi poczucie robienia czegoś wielkiego.

Jak radzisz sobie z trudnościami?

Przede wszystkim uczę się nie koncentrować się na tym, czego nie umiem. Mam świadomość, że nie umiem wszystkiego. Jednak staram się skupić na tym, co z tego, że ja się przełamię, da innym ludziom. Szukam metod i narzędzi, które pozwolą mi dać coś z siebie innym, coś najlepszego ale na moją miarę dzisiaj. I to mi daje moja wiara. Ona mi mówi, że nie mam się zamykać na siebie, mówi o miłości wzajemnej: „tak kochać człowieka, aby on umiał kochać innych”. W środku wiem, że to nie ja jestem najważniejsza. Też jestem ważna, bo Bóg mnie kocha i inwestuje we mnie, ale nigdy nie myślałam, że mnie coś takiego spotka, że będę mieć taką szansę na zmianę.

Jak zaprosić innych ludzi do takiej przygody?

Faktycznie, mamy problem, jak komunikować to ludziom, bo o takich rzeczach mało mówi się w dzisiejszym świecie – mówi się o nabywaniu kompetencji, np. „Będziesz świetnym managerem”, ale nie mówi się o prawdziwym rozwoju. A ja chcę powiedzieć tym ludziom: „Ty będziesz innym człowiekiem! Jeśli wejdziesz do tej przygody, nikt nie wie, co się wydarzy. Nie będzie łatwo, bo podejmujesz niezwykłe ryzyko! Ale to będzie prawdziwie i naprawdę cie zmieni!”Wierzę, że w każdym człowieku tkwi ogromny potencjał, że w każdym tkwi prawdziwy bohater. Jeśli sama odkryłam go w sobie, nie mam żadnej wątpliwości, że każdy może zrobić to samo.

Jak znajdujesz w sobie siłę na to wszystko?

Na przykład siedzę do późna w nocy nad strategią komunikacji. Jest pierwsza w nocy, a ja wciąż skreślam kolejne kartki. I jedna myśl w głowie: „Spać, czy nie spać?” Jednak wiem, że jeśli nie zaprojektuję dobrej komunikacji, jeśli plakat nie będzie świetny, to ten człowiek nie zobaczy go i nie zostanie liderem! I mimo, że często nie jest lekko, chcę nadal w tym uczestniczyć. Myślę, że moja duchowość i system wartości, moja wiara, jeszcze bardziej umacniają mnie w przekonaniu, że to co robię, to nie jest zabawa. I że nie ja jestem tutaj najważniejsza. Gdyby mnie nie było, byłby ktoś inny, ale jestem właśnie ja i wiele zależy ode mnie. Mam poczucie niesłychanej sprawczości, pomimo, że jestem zwykłym, malutkim człowiekiem. Uważam, że sama w sobie jestem słaba. Jednak żyję zgodnie z tą prawdą, że moc doskonali się w słabości – to nie jest moja siła, która powoduje, że taki ogromny projekt się dzieje. Mam wrażenie, że ja robię mały kroczek, a reszta się dzieje. To, że ci wszyscy ludzie potrafią w ten sposób ze sobą współpracować, to jakiś cud. Nawet nie umiem sobie wyobrazić, jak to się dzieje. Nawet nie próbuję.


Wyjdź z tłumu! Zostań liderem PACZKI!

Przejdź do formularza rekrutacyjnego

Copyright © 2007-2012  •  Wykonanie: INVENTOR Multimedia