Powódź

Na naszych oczach wydarzyła się tragedia. I choć w mediach coraz mniej o niej słychać, dla tych, których dotknęła bezpośrednio, temat powodzi jest wciąż aktualny. Takich ludzi jest w Małopolsce 21 tysięcy. Żywioł wyrządził szkody w 645 miejscowościach. Prawie dwa tysiące domów nie nadaje się do ponownego zamieszkania.

– Pamiętam, jak mój ojciec mówił, że dom buduje się na całe życie. I że najważniejsze są solidne fundamenty – mówi pan Jerzy, mieszkaniec Bobowej, stojąc w miejscu, gdzie kilka tygodni temu był jego dom. Choć posłuchał rady ojca, fundamenty nie wytrzymały: dom zawalił się na osuwisku.
Mieszkańcy Woli Przemykowskiej w powiecie Szczurowa stracili prawie wszystko: ich domy zostały zalane na wysokości około 2 metrów. Dwa razy znalazły się pod wodą.

– Czego nam trzeba? Wszystkiego! Dom, obora zalane, na polach przez bardzo długi czas stała woda. Nie wiemy, za co najpierw się zabrać!
Większość z nich nie zostaje we wsi na noc. W dzień przychodzą sprzątać, ale ciągle nie ma warunków, żeby tutaj spać.

Łapanów doświadczył powodzi jako jedna z pierwszych miejscowości w Małopolsce. Wody rzeki Stradomki przybierały gwałtownie i szybko przelały się przez chroniące miasteczko wały. Położone tuż za nimi domy i kościół zostały zalane. Widząc nadchodzącą wodę, mieszkańcy w popłochu opuszczali gospodarstwa. Niektórzy uratowali tylko dokumenty i to, co mieli na sobie.

W ostatnich tygodniach po zalanych wsiach jeździli wolontariusze SZLACHETNEJ PACZKI dla POWODZIAN. Odwiedzali poszkodowane rodziny, by dostarczyć im najpotrzebniejsze produkty i spytać o konkretne potrzeby. Oprócz sprawdzonych, precyzyjnych informacji przywieźli ze sobą setki ludzkich historii: o ucieczce przed wodą młodej matki z dzieckiem na ręku – na strych, mimo lęku wysokości. O grzybie na ścianach, który pojawił się, jak tylko woda opadła. O smrodzie i chmarze komarów, które tną bez litości przy sprzątaniu. O tym, jak szybko w upale psuje się jedzenie, kiedy nie ma się lodówki.

Copyright © 2007-2017