Bogdan

Mieszkają obok nas, chodzą tymi samymi ulicami, może to ich głosy słyszałeś wczoraj za ścianą. Są „potrzebujący”: Ciebie, mnie, kogoś, czegoś. Choć pewnie gdyby mogli wybierać, sami woleliby być potrzebni. Poznaj jedną z ich historii.

Nigdy nie myślałam, że można powtarzać zerówkę. Nie zdać w zerówce? To przecież nie do wiary! No ale mnie było łatwo: oboje rodzice – nauczyciele poloniści. Pierwsze dyktando napisałam w wieku czterech lat. I choć surowa mama postawiła mi za nie niedostateczny z trzema minusami, miała przynajmniej czas, żeby je w ogóle zrobić.

No a gdyby właśnie go nie miała? Na przykład jak mama Bogdana. Gdy go poznałam, ona już od pół roku leżała w szpitalu w Łodzi. 8-letni Boguś, który wychowuje się bez taty, musiał się wtedy nauczyć żyć również bez mamy. Bo niby kto i za co by go do niej zawiózł?

Razem z młodszym bratem zamieszkali u krewnych. Na co dzień zajmowała się nimi babcia, tyle że nie miała na to zbyt wiele czasu: musiała pracować na dwie zmiany. Sama jest dozorczynią, a tej zimy było wyjątkowo dużo śniegu do odgarnięcia. No a w dzień chodziła do pracy za córkę – bo mama Bogdana jest woźną w szkole i żeby nie straciła tej posady na przedłużającym się zwolnieniu, wymyśliły, że babcia ją zastąpi.

Babcia bardzo się też starała pilnować Bogusia przy odrabianiu lekcji, ale zwykle miała na to czas dopiero wieczorem. Tymczasem dla niego to ważne: chodzi teraz do I klasy, gdzie wszystko jest nowe i trudne. Bogdan jest najstarszy ze wszystkich dzieci, bo powtarzał zerówkę. Choć bardzo chce, wszystkiego uczy się wolniej niż koledzy. Trudno idzie mu zwłaszcza pisanie literek. Gdy spytałam, co mu się ostatnio udało, powiedział, że nauczył się pisać imię swojej mamy: SABINA.
Pamiętam, że od razu kupił mnie uśmiechem – w całym tramwaju zrobiło się od niego jaśniej. Rozmawialiśmy – o braciszku, który daje się Bogdanowi we znaki, bo moczy w nocy łóżko, a potem ucieka do babci i tyko Bogdan śpi na mokrym. O laurce, którą narysował dla mamy i wysłał do szpitala. O tym, że chce być „sztrażakiem”.

„SABINA” – przeczytałam na kartce, którą wręczył mi na koniec spotkania. Choć „B” jest tam odwrócone w drugą stronę, a ja mam na imię całkiem inaczej, był to naprawdę wyjątkowy prezent.
Copyright © 2007-2017