Pomagam, by pójść do nieba - Zbigniew Wodecki
– Często kokieteryjnie używam tego żartu. Prawda jest jednak taka, że, mam w sobie głęboką potrzebę pomagania innym. Dostałem od losu więcej niż się spodziewałem. Dlatego chcę się tym podzielić – ze Zbigniewem Wodeckim rozmawia Dorota Mularz.
Niedawną powódź oglądał Pan z bliska – woda uszkodziła również Pana własny dom w Winiarach. Co się czuje, gdy to najbezpieczniejsze w świecie miejsce nagle chwieje się w posadach?
To jest poczucie jakiejś strasznej niemocy: świadomość, że ta siła jest kompletnie niezależna od człowieka. To wszystko, nad czym pracowaliśmy, w co włożyliśmy tyle wysiłku i poświęcenia, w jednej chwili niknie i zamienia się w ruinę. Na szczęście ja wobec takich wydarzeń mam w sobie na tyle dużo pokory, że mogę tylko dziękować Bogu, że nie wydarzyło się większe nieszczęście. Przeważnie na to, co przychodzi z góry, nie mamy wpływu. Pozostaje pewne poczucie nieodwracalności tego, co się stało. Wiele rzeczy trzeba zacząć od początku. Z drugiej strony obserwowałem też skutki powodzi w Krakowie i okolicach: te połacie brudu i szlamu, które spływały – to robi ogromne wrażenie. Mnie wszelkie przejawy nieobliczalności natury fascynują. Zawsze miałem wobec tej siły ogromny szacunek – uświadamia mi to, jak małym pyłkiem wobec niej jestem.
Kilka dni temu kupił Pan PAKIET MĄDREJ POMOCY, który gwarantuje konkretne i długofalowe wsparcie dla 10 rodzin dotkniętych powodzią. Czy Pana własne z nią zetknięcie miało wpływ na decyzję o pomocy poszkodowanym?
Pewnie jakiś wpływ miało. Jednak mimo tego, ja mam wrodzoną chęć pomagania. Zawsze staram się pomagać ludziom, którym w jakiś sposób nie wyszło. Często oni na to zupełnie nie zasługiwali – w innych okolicznościach być może mogliby nam wyjaśnić teorię Einsteina. Od dziecka miałem taki pęd, aby pomagać ludziom potrzebującym – wtedy czuję się dobrze.
Pochodzi Pan z Krakowa, tu Pan dorastał i mieszka. Z drugiej strony jest Pan znanym artystą, podróżuje Pan i koncertuje w wielu krajach Europy. Co jest bliższe Pana sercu: duże ogólnopolskie akcje charytatywne czy może działania lokalne, skierowane do konkretnych ludzi w Pana otoczeniu?
Cóż, oczywiście najprostsza jest dla mnie akcja „dać” – nieważne, ogólnopolska czy lokalna. Jednak, nie dalej jak kilka dni temu grałem na łące koncert, z którego dochód ma pomóc ciężko chorej dziewczynce. Było gorąco i umęczyłem się strasznie, nagłośnienie nie było odpowiednio przygotowane, dlatego też zdarłem sobie głos. Wszystko dlatego, że trzeba coś z siebie dać. Nie sztuka dawać, jak się wszystko ma. Trzeba włożyć w to jakiś wysiłek. Bo to był z mojej strony wysiłek, oczywiście niewspółmierny do celu – do tragedii tej chorej dziewczynki. Osobiste zaangażowanie daje najwięcej satysfakcji. Działa tu być może czynnik egoistyczny. Człowiek lepiej się czuje sam ze sobą i dowartościowuje się przez myśl, że jednak się na coś przydaje. Bo śpiewać może każdy. Ale to, że mój śpiew i mój wysiłek mogą pomóc, naprawdę ma znaczenie.
Z racji ogromnej popularności „Tańca z Gwiazdami” Pana nazwisko jest ostatnio kojarzone z rozrywką. Z drugiej strony wiem, że często Pan bierze udział w koncertach charytatywnych. Co Panu daje pomaganie?
Zapewniam sobie w ten sposób drogę do nieba! (śmiech) Tak! – często kokieteryjnie używam tego żartu. Prawda jest jednak taka, że – tak jak wspomniałem – mam w sobie głęboką potrzebę pomagania innym. Poza tym, dzięki Bogu, mnie idzie nieźle, a nawet całkiem dobrze, dlatego staram się oddać ludziom przynajmniej część tego, co mam. Dostałem od losu więcej niż się spodziewałem – teraz się tym dzielę. To jest moja mała forma pomagania – taka na miarę moich możliwości. Uważam, że gdyby najbardziej bogaci tego świata mieli więcej oleju w głowie i umieli się dzielić swoim bogactwem, byłoby mniej rewolucji. Ludzie o tym zapominają.
A jak wygląda temat pomagania w świecie show biznesu?
Przede wszystkim dominuje zasada, że nie wypada odmawiać. Jednak w naszym fachu jest tak, że jeśli komuś nie bardzo idzie zawodowo, „łapie się” pierwszej lepszej okazji – powodzi czy innego kataklizmu – aby natychmiast zrobić koncert charytatywny i w ten sposób przypomnieć się łaskawej publiczności. Często też te koncerty charytatywne nie do końca zgadzają się z założeniami – organizatorzy mówią: „Państwo dostaną swoją gażę, ale dochód z koncertu będzie przeznaczony na cele charytatywne”. To jednak trochę wieje hipokryzją. Z drugiej strony, gdybyśmy wszyscy grali za darmo, to w końcu zeszlibyśmy z głodu.
Świat rozrywki i rzeczywistość ludzi potrzebujących to raczej wykluczające się sfery. W Stowarzyszeniu WIOSNA staramy się jednak mówić o pomaganiu lżejszym językiem – choćby ubiegłoroczna SZLACHETNA PACZKA zaczęła się od zamknięcia „w pudle” Grzegorza Turnaua. Myśli Pan, że to dobry sposób na przybliżenie tych dwóch światów?
W dobie wszechobecnej komercjalizacji rzeczywistość kreuje telewizja i zawarta w niej rozrywka. Czemu nie wykorzystać tej dziedziny również do bardziej chlubnych celów? Uważam, że to świetny pomysł!
Przeczytaj, jak pomaga Grzegorz Turnau!
Możesz pomóc WIOŚNIE - zobacz, jak to zrobić! Każde wsparcie ma dla nas znaczenie, bo pozwala nam organizować mądrą pomoc. Z Tobą uda nam się zrobić jeszcze więcej!
<< powrót do strony głównej
Niedawną powódź oglądał Pan z bliska – woda uszkodziła również Pana własny dom w Winiarach. Co się czuje, gdy to najbezpieczniejsze w świecie miejsce nagle chwieje się w posadach?
To jest poczucie jakiejś strasznej niemocy: świadomość, że ta siła jest kompletnie niezależna od człowieka. To wszystko, nad czym pracowaliśmy, w co włożyliśmy tyle wysiłku i poświęcenia, w jednej chwili niknie i zamienia się w ruinę. Na szczęście ja wobec takich wydarzeń mam w sobie na tyle dużo pokory, że mogę tylko dziękować Bogu, że nie wydarzyło się większe nieszczęście. Przeważnie na to, co przychodzi z góry, nie mamy wpływu. Pozostaje pewne poczucie nieodwracalności tego, co się stało. Wiele rzeczy trzeba zacząć od początku. Z drugiej strony obserwowałem też skutki powodzi w Krakowie i okolicach: te połacie brudu i szlamu, które spływały – to robi ogromne wrażenie. Mnie wszelkie przejawy nieobliczalności natury fascynują. Zawsze miałem wobec tej siły ogromny szacunek – uświadamia mi to, jak małym pyłkiem wobec niej jestem.
Kilka dni temu kupił Pan PAKIET MĄDREJ POMOCY, który gwarantuje konkretne i długofalowe wsparcie dla 10 rodzin dotkniętych powodzią. Czy Pana własne z nią zetknięcie miało wpływ na decyzję o pomocy poszkodowanym?
Pewnie jakiś wpływ miało. Jednak mimo tego, ja mam wrodzoną chęć pomagania. Zawsze staram się pomagać ludziom, którym w jakiś sposób nie wyszło. Często oni na to zupełnie nie zasługiwali – w innych okolicznościach być może mogliby nam wyjaśnić teorię Einsteina. Od dziecka miałem taki pęd, aby pomagać ludziom potrzebującym – wtedy czuję się dobrze.
Pochodzi Pan z Krakowa, tu Pan dorastał i mieszka. Z drugiej strony jest Pan znanym artystą, podróżuje Pan i koncertuje w wielu krajach Europy. Co jest bliższe Pana sercu: duże ogólnopolskie akcje charytatywne czy może działania lokalne, skierowane do konkretnych ludzi w Pana otoczeniu?
Cóż, oczywiście najprostsza jest dla mnie akcja „dać” – nieważne, ogólnopolska czy lokalna. Jednak, nie dalej jak kilka dni temu grałem na łące koncert, z którego dochód ma pomóc ciężko chorej dziewczynce. Było gorąco i umęczyłem się strasznie, nagłośnienie nie było odpowiednio przygotowane, dlatego też zdarłem sobie głos. Wszystko dlatego, że trzeba coś z siebie dać. Nie sztuka dawać, jak się wszystko ma. Trzeba włożyć w to jakiś wysiłek. Bo to był z mojej strony wysiłek, oczywiście niewspółmierny do celu – do tragedii tej chorej dziewczynki. Osobiste zaangażowanie daje najwięcej satysfakcji. Działa tu być może czynnik egoistyczny. Człowiek lepiej się czuje sam ze sobą i dowartościowuje się przez myśl, że jednak się na coś przydaje. Bo śpiewać może każdy. Ale to, że mój śpiew i mój wysiłek mogą pomóc, naprawdę ma znaczenie.
Z racji ogromnej popularności „Tańca z Gwiazdami” Pana nazwisko jest ostatnio kojarzone z rozrywką. Z drugiej strony wiem, że często Pan bierze udział w koncertach charytatywnych. Co Panu daje pomaganie?
Zapewniam sobie w ten sposób drogę do nieba! (śmiech) Tak! – często kokieteryjnie używam tego żartu. Prawda jest jednak taka, że – tak jak wspomniałem – mam w sobie głęboką potrzebę pomagania innym. Poza tym, dzięki Bogu, mnie idzie nieźle, a nawet całkiem dobrze, dlatego staram się oddać ludziom przynajmniej część tego, co mam. Dostałem od losu więcej niż się spodziewałem – teraz się tym dzielę. To jest moja mała forma pomagania – taka na miarę moich możliwości. Uważam, że gdyby najbardziej bogaci tego świata mieli więcej oleju w głowie i umieli się dzielić swoim bogactwem, byłoby mniej rewolucji. Ludzie o tym zapominają.
A jak wygląda temat pomagania w świecie show biznesu?
Przede wszystkim dominuje zasada, że nie wypada odmawiać. Jednak w naszym fachu jest tak, że jeśli komuś nie bardzo idzie zawodowo, „łapie się” pierwszej lepszej okazji – powodzi czy innego kataklizmu – aby natychmiast zrobić koncert charytatywny i w ten sposób przypomnieć się łaskawej publiczności. Często też te koncerty charytatywne nie do końca zgadzają się z założeniami – organizatorzy mówią: „Państwo dostaną swoją gażę, ale dochód z koncertu będzie przeznaczony na cele charytatywne”. To jednak trochę wieje hipokryzją. Z drugiej strony, gdybyśmy wszyscy grali za darmo, to w końcu zeszlibyśmy z głodu.
Świat rozrywki i rzeczywistość ludzi potrzebujących to raczej wykluczające się sfery. W Stowarzyszeniu WIOSNA staramy się jednak mówić o pomaganiu lżejszym językiem – choćby ubiegłoroczna SZLACHETNA PACZKA zaczęła się od zamknięcia „w pudle” Grzegorza Turnaua. Myśli Pan, że to dobry sposób na przybliżenie tych dwóch światów?
W dobie wszechobecnej komercjalizacji rzeczywistość kreuje telewizja i zawarta w niej rozrywka. Czemu nie wykorzystać tej dziedziny również do bardziej chlubnych celów? Uważam, że to świetny pomysł!
Przeczytaj, jak pomaga Grzegorz Turnau!
Możesz pomóc WIOŚNIE - zobacz, jak to zrobić! Każde wsparcie ma dla nas znaczenie, bo pozwala nam organizować mądrą pomoc. Z Tobą uda nam się zrobić jeszcze więcej!
<< powrót do strony głównej











