Każdy ma coś do przekazania - Anna Giza-Poleszczuk

Każdy ma coś ważnego i wartościowego do przekazania – i każdy może zyskać coś od innych. Student AWF, który trenuje chłopaków na podwórku, starsza pani, która podlewa kwiaty na klatce schodowej, pracownik elektrowni, który prowadzi zajęcia pozaszkolne – wszyscy oni pomagają nie tylko innym, ale również sobie. Z prof. Anną Gizą-Poleszczuk, socjologiem z Uniwersytetu Warszawskiego, rozmawiała Agnieszka Łapińska.


Chociaż według statystyk aż dwie trzecie z nas wierzy w sens wspólnego działania, w praktyce raczej stronimy od obywatelskiej aktywności. Można powiedzieć, że altruistami jesteśmy tylko w teorii. Jak by Pani wyjaśniła ten paradoks?

Ludzie – nie tylko Polacy – mają tendencję do deklarowania wartości i postaw, których w praktyce nie realizują. Wszyscy z własnego doświadczenia znamy fenomen noworocznych postanowień, których z reguły nie dotrzymujemy, nieudane próby zmuszenia się do aktywności fizycznej, które kończą się na nabyciu stroju sportowego, czy – znacznie bardziej dramatyczne – nieudane próby porzucenia nałogu. A przecież wszyscy palacze wiedzą, że papierosy szkodzą, a osoby z nadwagą – że powinny zacząć się ruszać. Dlaczego więc nie idziemy za głosem naszego rozumu? Nauki społeczne – głównie psychologia i socjologia – dostarczają tu wielu przekonywujących i dobrze udokumentowanych wyjaśnień. Zacznijmy od problemu słabości charakteru, czyli problemów ze zmuszeniem się do podjęcia działań rozumowo uznawanych za właściwe. Problemy samokontroli są charakterystyczne dla sytuacji, w których „koszt” działania odczuwamy tu i teraz (wyjść z ciepłego mieszkania, żeby pobiegać; odmówić sobie papierosa itp.), a „nagroda” (korzyść) jest odroczona w czasie i niepewna. Przecież nie będę od razu szczuplejsza! I nie wszyscy palacze umierają na raka! Trudność, o której mowa, ma charakter uniwersalny i wynika z konstrukcji ludzkiej psychiki. Jedynym rozsądnym rozwiązaniem paradoksu niemożności zmuszenia się do działań, które skądinąd uznaje się za właściwe, są zewnętrzne „ułatwiacze”, pomagające ludziom stosować się do słusznych maksym. Okazuje się na przykład, że znacznie bardziej skuteczne od gromienia i nawoływania do badań cytologii wśród kobiet jest telefonowanie lub wysyłanie listów zapraszających na darmową wizytę. Innymi słowy, jeśli ludziom szwankują mechanizmy samokontroli, to najlepiej jest zaoferować im realne wsparcie.

A jak się to ma do przestrzeni społecznej?

No właśnie – kwestia druga wiąże się ze środowiskiem społecznym i instytucjonalnym. Wiadomo, że zaufanie łatwo jest zniszczyć, a trudno – odbudować. Każde negatywne doświadczenie związane z podjęciem „obywatelskiego działania” obniża gotowość do podejmowania kolejnych. Każde negatywne doświadczenie z innymi ludźmi czy instytucjami przekłada się na przekonanie, że obywatelska postawa jest karana, a okazanie zapału w działalności społecznej sprawia jedynie, że wychodzi się „na frajera”. Owe negatywne doświadczenia ściśle wiążą się ze środowiskiem społecznym i instytucjami, w tym również instytucjami III sektora. Jak mogę podejmować działania pomocowe, jeśli słynny piekarz rozdający niesprzedane pieczywo został zrujnowany podatkiem VAT? Oczywiście, tego rodzaju sytuacje mogą też być wykorzystywane jako usprawiedliwienie egoizmu. Nie oczekujmy jednak od ludzi, że będą aniołami, nadrabiając własnymi zasadami moralnymi nieefektywność instytucji, które skądinąd utrzymują z własnych podatków. A dwie trzecie Polaków, którzy jednak są gotowi zaangażować się we współdziałanie, to wcale niemało!



Jesteśmy nieufni wobec instytucji publicznych, nie chodzimy do wyborów i prawie połowa z nas nie przekazuje 1% podatku. Jednocześnie pod wpływem impulsu – jak na przykład niedawna powódź – potrafimy się momentalnie zapalić do działania. Z czego wynika ta polska prawidłowość?

No cóż, może warto odnotować, że instytucje publiczne są w równym stopniu nieufne wobec obywateli, traktując ich z zasady jako istoty nieuczciwe, niedorozwinięte i niesamodzielne… Przekazywanie 1% podatku to możliwość dostępna od niedawna i po prostu musimy się nauczyć, jak to robić – można równie dobrze powiedzieć, że JUŻ ponad połowa go przekazuje. Znaczna część nie chodzi do wyborów, to prawda – ale dlaczego udział w wyborach uznawany jest, sam w sobie, za „obowiązek”? Równie dobrze można by zapytać: dlaczego polityka odstrasza wyborców od urn? Jak działają politycy, eksperci, media, że wyborcom nie chce się pofatygować do lokali wyborczych? Czy naprawdę chcielibyśmy, żeby ludzie, nie rozumiejąc i nie lubiąc polityki, nie będąc w stanie wyrobić sobie racjonalnej preferencji, chodzili na wybory dla zasady, bo to ich obowiązek? W przypadku powodzi chodzi o konkretną pomoc dla ludzi, którym współczujemy i rozumiemy ich sytuację. Nie ma to nic wspólnego z polityką – to zwykły ludzki odruch. Okazujemy go nie tylko my – cały świat zaangażował się w pomoc dla Darfuru czy Haiti. Sądzę, że powinniśmy raczej zadać sobie pytanie, dlaczego nie potrafimy stworzyć płaszczyzny, na której owe ludzkie uczucia mogą przełożyć się na codzienne działania na rzecz swojego otoczenia, ludzi i grup potrzebujących wsparcia. Myślę, że odpowiedzialność za wycofanie ludzi w sferę prywatną spoczywa w równej mierze na instytucjach, a nie tylko na nich samych.



Tymczasem mamy jednak do czynienia z sytuacją odwrotną: według powszechnej opinii w działaniu powinny nas wyręczać odpowiednie organizacje. To dobra czy zła tendencja? I jakie mogą być społeczne konsekwencje tego przekonania?

Jeśli chodzi o skłonność do angażowania się w działania społeczne, warto wskazać na kilka uwarunkowań. Po pierwsze, przez całe lata ludziom odbierano inicjatywę, monopolizując ją w ramach instytucji. Dopiero od niedawna, również w krajach Zachodu, po wyczerpaniu się formuły państwa opiekuńczego próbuje się oddać pole ludziom i organizacjom społecznym. Wcześniej ludzie utrzymywani byli w przekonaniu, że ich „obywatelskość” ogranicza się do uczciwego płacenia podatków (skądinąd niemałych!), a całą resztą zajmą się instytucje i organizacje. Dlaczego – pytają ludzie – mam angażować się w pomoc dzieciom ze środowisk zaniedbanych, skoro przecież z moich podatków utrzymywana jest cala machina kuratorów, pomocy społecznej, szkolnych pedagogów? Po drugie, jesteśmy wciąż krajem na dorobku – pracujemy, jak podaje Eurostat, najwięcej godzin w tygodniu spośród wszystkich krajów UE. Walczymy o uzyskanie wyższego wykształcenia i kwalifikacji oraz o dodatkowe zajęcia, które umożliwią spłatę wziętego na 30 lat kredytu hipotecznego… Po trzecie, może warto przyjrzeć się ofercie działań, a w szczególności grupom, do których możliwość zaangażowania się jest adresowana? Jeśli bowiem w Polsce jest najniższy w UE odsetek osób 60+, angażujących się w wolontariat, to może nie wynika to jedynie z postaw, ale również z braku oferty? Nie wiem, czy „delegowanie” pracy społecznej na organizacje to dobra, czy zła tendencja – to niewątpliwie zależy od tego, czy takie organizacje istnieją w wystarczającej liczbie i na ile sprawnie działają. Ale społeczne konsekwencje takiego delegowania nie są dobre: ogranicza to bowiem wymianę wiedzy i umiejętności, „zamyka” organizacje i zmniejsza zainteresowanie sprawami publicznymi.

Pomoc potrzebującym rozwiązuje konkretne problemy i odpowiada na realne zapotrzebowanie. Dlaczego jeszcze pomaganie jest ważne – poza tą doraźną, interwencyjną rolą?

Pomaganie – rozumiane jako bezinteresowne „darowanie” komuś czegoś, co jest dla tej osoby ważne i wartościowe – jest istotą życia społecznego. Uruchamia ono bowiem „krążenie darów”, tworzące i podtrzymujące fundamentalne wartości takie jak wzajemność, odpowiedzialność, zaufanie. Nie należy bowiem myśleć jedynie o pomocy „interwencyjnej”, ofiarowywanej w momentach kryzysu lub osobom gorzej sobie radzącym, ale o pomocy wspierającej i rozwijającej. Pomaganie uruchamia wymianę wiedzy, doświadczeń, umiejętności. Każdy ma coś ważnego i wartościowego do przekazania – i każdy może zyskać coś od innych. Student AWF, który trenuje chłopaków na podwórku, starsza pani, która podlewa kwiaty na klatce schodowej, pracownik elektrowni, który prowadzi zajęcia pozaszkolne – wszyscy oni pomagają nie tylko innym, ale również sobie.


Możesz pomóc WIOŚNIE -
zobacz, jak to zrobić! Każde wsparcie ma dla nas znaczenie, bo pozwala nam organizować mądrą pomoc. Z Tobą uda nam się zrobić jeszcze więcej!

<< powrót do strony głównej




Copyright © 2007-2010  •  Wykonanie: INVENTOR Multimedia