Bardzo sprytna akcja pomocy - Newsletter 16.XI.2009 r.
Na początku wydało mi się, że angażowanie do świątecznej pomocy rzeszy wolontariuszy, używanie Internetu i środków masowego przekazu to gruba przesada. Przecież wystarczy zrobić paczkę i zawieźć ją potrzebującym! Po co ubierać to w sieć procedur, których poznanie wymagało specjalnego szkolenia? Musiałem dopiero przejść przez wszystkie etapy akcji, żeby zrozumieć geniusz tego przedsięwzięcia. – Swój udział w SZLACHETNEJ PACZCE wspomina ks. Wojciech Błaszczyk, misjonarz i wolontariusz.
Szlachetnie urodzony, szlachetne ideały, szlachetne słowa, gesty, myśli… Aż głowa boli od tej szlachetności, o której nie wiadomo, co właściwie się za nią kryje. Natomiast SZLACHETNA PACZKA… to zupełnie coś innego. SZLACHETNA PACZKA to jest bardzo sprytna akcja pomocy!
Ubiegłej zimy postanowiłem przyłączyć się do tej akcji. Trochę z nastawieniem „badawczym”, z ciekawością, niedowierzaniem nawet, że tak skomplikowana procedura robienia paczek bożonarodzeniowych dla ubogich rodzin może mieć sens. Rzeczywiście – na początku wydało mi się, że angażowanie do pomocy świątecznej rzeszy wolontariuszy, liderów, używanie Internetu i środków masowego przekazu to gruba przesada. Przecież wystarczy zrobić paczkę i zawieźć ją potrzebującym. Po co ubierać to w sieć procedur, których poznanie wymagało specjalnego szkolenia?
Musiałem dopiero przejść przez wszystkie etapy działania SZLACHETNEJ PACZKI, żeby zrozumieć geniusz tego przedsięwzięcia. Jest ono szlachetne ze wszech miar – dla tych, którzy korzystają z paczek, dla darczyńców, a może najbardziej nawet dla wolontariuszy.
W październiku i w listopadzie szukaliśmy w rejonie Koluszek rodzin zdefaworyzowanych materialnie, moralnie, emocjonalnie. O pewnych rodzinach nigdy bym się nie dowiedział, gdyby nie ta akcja. Prawdziwa bieda się ukrywa, jest zażenowana, zlekceważona, zawstydzona, a także zmarginalizowana. Pierwsze podziękowania otrzymałem tuż po wizytach wolontariuszy u rodzin. Ludzie byli po prostu szczęśliwi, że ktoś ich odwiedził, zainteresował się ich niemocą. Jeszcze nic nie otrzymali, nawet żadnej obietnicy paczki, bo to będzie zależało od darczyńców, a już byli wdzięczni; ktoś ich obdarował zainteresowaniem. Z drugiej strony wolontariusze, młodzież z liceum, technikum, studenci – wracali zażenowani. Mówili: nie wiedzieliśmy, że obok nas jest taka bieda. Jaka? Rodzina z sześciorgiem dzieci w jednoizbowej chałupie. Matka z dwójką dzieci, w tym niemowlak, w domu bez prądu i ciepła (brak pieniędzy na opłaty). Rodzice emeryci z trójką niepełnosprawnych dzieci… Historie ludzkiej biedy są niezliczone.
Drugim krokiem było szukanie darczyńców. Internet, gdzie umieszczaliśmy listy potrzeb naszych rodzin, jest genialnym narzędziem, ale wielu potencjalnych darczyńców nie potrafiło sobie z nim poradzić. Za to inni z determinacją nałogowca ekscytowali się możliwością pomagania. Na przykład w liceum całe klasy wspólnie robiły paczki. Dodatkowo uczniowie poszli do supermarketów i za zgodą kierownictwa zbierali pieniądze od wychodzących klientów. Wreszcie była też pomoc rodzin dla rodzin: produkty spożywcze, chemiczne, ubrania, dywany, komputer, mebel… A przede wszystkim serce.
Kilka dni przed wigilią rozwoziliśmy paczki. Trudna akcja, logistycznie bardzo wymagająca. Rodziny rozpakowywały prezenty, a w nich życzenia. Ktoś zrobił paczkę i napisał życzenia. Nie wrzucił pieniążka do puszki dla biednych, żeby uspokoić sumienie przed świętami. Osobiście zrobił paczkę, z całą rodziną dla: Ani, Tomka, Krzyśka. To było bardzo osobiste.
- Znowu ktoś się nami zainteresował. To, co mówili wolontariusze miesiąc temu nie było pustym słowem. Ludzie nas nie oszukali, nie wystawiliśmy naszej biedy na pośmiewisko. Potraktowali nas jak ludzi.
Ja nie usłyszałem tych słów. Ale czułem, że takie właśnie myśli przebiegają przez głowy tych obdarowanych. Poza prezentem otrzymali ogromną porcję wiary w siebie, w świat dookoła i w dobroć ludzką, a przez to łatwiej im uwierzyć też w dobroć boską. Wiem, że niektórzy darczyńcy za zgodą obdarowanych dostali ich adresy, przyjechali osobiście i do dziś im pomagają.
Kto jest beneficjentem SZLACHETNEJ PACZKI? Wolontariusze, darczyńcy, obdarowani. Obdarowanie kogoś paczką bez okazania zrozumienia i bez nawiązania relacji osobistych może być nawet upokarzające. SZLACHETNA PACZKA, myślę, pozwala tego uniknąć. I uczy, że dawanie jest gromadzeniem bogactwa.
Ks. Wojciech Błaszczyk




