Rycerskość – bo ideały zamieniamy w czyn


Rycerze to skansen. Może czasami dziewczyny żałują (ale tylko niektóre), że nie ma już rycerskich facetów. Uszanuje, obroni, pomoże. Nie boi się, jest gotowy i do poświęcenia i do zaangażowania, broni wartości nie narzuca się, lecz szanuje. Czyżbym, opisując rycerskość, musiał stworzyć powieść historyczną? Ale historia lubi się powtarzać. A ludzie są ludźmi: skoro kiedyś byli rycerzami, dlaczego nie teraz? Co się zmieniło? Pewnie jedno: życie jest wygodniejsze. Są systemy socjalne. Żołnierz broni granic, policjant ulic. Tylko w domach wciąż są dramaty. Gdy nam dogadzają, czujemy się świetnie. Ale i tracimy czucie. Odpływamy w rozkosz. Tracimy wrażliwość. A gdy już przypadkiem chcemy zrobić coś dobrego, nie mamy siły. Bo przecież wszystko było. Na wyciągnięcie ręki. W sklepie na półce.

Niewątpliwie jesteśmy świadkami ogromnego postępu cywilizacyjnego. Produkcja jest coraz tańsza, technologie szybko się rozwijają, marketing dba o to, by produkty się sprzedawały, a robotnicy dostawali pensje. Generalnie wszyscy są zadowoleni. By sprzedać coś, trzeba usprawnić dostęp i ułatwić użytkowanie. Potrzebujemy coraz mniej wysiłku… Gdzie tu miejsce na rycerza, który musi nosić ciężką zbroję?

Porównania, parafrazy. Przecież nie chodzi o zbroję. Chodzi o ideały. O wartości. W konsumpcyjnym uśpieniu trudno o nich w ogóle pamiętać. Zdarzają się jednak sytuacje, gdy nam się przypominają, gdy mamy dylematy. Czasami, w przypływie dobrego humoru, unosi się w nas duch. Cóż z tego, skoro nie ćwiczyliśmy, nie pracowaliśmy nad możliwościami, nie wypróbowaliśmy sił. Chcę i nie mogę. Chcę i nie chcę, bo gdy się nie może, trudno się do tego przyznać. Brak rycerskości to zaniedbana postawa ciągłej pracy nad sobą – by sprostać sytuacji, gdy będzie potrzeba. W obronie ukochanej, ojczyzny czy własnego domu. W obronie honoru. W obronie dobrego imienia. Rycerskość to zapomniany etos, w który wpisana jest misja, życiowy cel ważniejszy od samego życia. Rycerz zawsze jest gotowy, by oddać życie. Jest gotowy, w imię ideału poświęcił część swojego życia. Kiedyś poświęci całe.

Zamieniamy ideały w czyn. Ja już nie wierzę w słowa. Nie wierzę, że gdy ktoś mówi „kocham”, to naprawdę kocha. Czekam na owoce. Chcę zobaczyć, by wyważyć znaczenie słów. Ideał bez owoców staje się ideologią. Chciałem dobrze, wyszło jak zwykle. Widocznie nie chciałem dobrze, ale jedynie – by mnie było dobrze. Dlatego wierzę czynom. Czytam życie przez zaangażowanie w nie i obserwację skutków. Można się dużo o sobie dowiedzieć. I o innych.

Ta zasada stworzyła WIOSNĘ. Najpierw była idea. Potem mnóstwo wysiłków, by sprawdzić, ile jest warta. Analiza. Korekta. Zaangażowanie. Zobaczyć owoce. Sprawdzić: czy można było lepiej, skuteczniej? Analiza. Pomysły. Zaangażowanie. ZAMIENIAMY IDEAŁY W CZYN.

powrót
Copyright © 2007-2012  •  Wykonanie: INVENTOR Multimedia