Elitarność – bo każdy może stać się kimś
Polska niewątpliwie przechodzi od wymuszonej równości do wybujałej indywidualności. Elitarność staje się modna. Powstają elitarne szkoły, kluby biznesowe, kursy itd. Przecież naturalna jest chęć bycia blisko naprawdę fajnych ludzi, najlepiej takich, dzięki którym podnosi się nasza wartość. Czym jednak mierzyć wartość człowieka? Grubością portfela? Popularnością? Urodą? Ogólna fajnością? Oczywiście tak to działa, ale na krótką metę. Przecież nawet największe gwiazdy i najbogatsi ludzie zostają sami, odrzuceni przez najbliższych.
Przed laty, w czasach studenckich, na Akademii Górniczo-Hutniczej, rozpocząłem pracę z osobami niepełnosprawnymi umysłowo. „Rozpocząłem” to złe słowo. W 1988 roku razem z przyjaciółmi wyciągaliśmy z domów ludzi, skazanych przez PRL na niebyt (nie przypominali przodowników socjalistycznych). Początkowo praca z nimi wszystkich nas bardzo dużo kosztowała. Nie rozumieliśmy ich. Nie umieliśmy z nimi rozmawiać – jakby byli z innego świata. Robiliśmy dla nich różne rzeczy: jakieś zabawy, wycieczki, obozy. To było tak trudne.
Po ciężkiej pracy dla „biednych” spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, by zrekompensować sobie wysiłek. Na szczęście jednak do czasu. Pewnego razu w czasie obozu letniego wszystkich nas zaskoczył Jasiu, chłopak z zespołem Downa. Właśnie tworzyliśmy kółeczko, była gitara i śpiew, takie zabawianie. Nagle Jasiu wyskoczył na środek i prawie całkiem niewyraźnie krzyknął: A ja mam imieniny! I zaczął tańczyć góralskiego. Był taki szczęśliwy. Był szczęśliwszy od nas wszystkich (choć nie miał wtedy imienin i nie dostał prezentu). Mógł pokazać, kim jest; został zaakceptowany – więc się otworzył. Zawstydziłem się. Właściwie to nie ja mu pomogłem, ale on mnie: zobaczyłem w nim promień szczęścia, o którym zawsze marzyłem. Przestałem „pomagać”. Uczyłem się życia od Jasia i innych. Radości, wrażliwości, otwartości i prostoty. Jasiu (ma już dużo lat, ale wciąż wszyscy mówią do niego tak zdrobniale) na naszych oczach stał się KIMŚ. I ja zapragnąłem tego samego. Od tej pory wierzę w każdego człowieka – wierzę, że każdy może być KIMŚ. Uwierzyłem w siebie. Zacząłem pracę nad sobą. Zacząłem inwestować w innych. I cierpię, gdy widzę masowo wyprodukowanych konsumentów, ograniczonych przyjemnościami, modami i stereotypami. Oczyma wyobraźni widzę w nich ogromny potencjał, wielkich ludzi. KAŻDY MOŻE STAĆ SIĘ KIMŚ – taka elitarność. Chcemy stworzyć środowisko, w którym KAŻDY MOŻE STAĆ SIĘ KIMŚ.
powrót



























