Wysoka jakość – bo zależy nam na innych
U początku mojego kapłaństwa musiałem zmierzyć się z dużym wyzwaniem. Właśnie zostałem duszpasterzem akademickim u św. Anny w Krakowie (ośrodek centralny), a studentów jak na lekarstwo. Zacząłem się zastanawiać, gdzie są, dlaczego nie przychodzą. Kiedyś, wchodząc sienią do Kolegiaty, inaczej popatrzyłem na tablicę ogłoszeniową: wisiało na niej dużo plakatów z ofertami spędzania wolnego czasu: koncerty, języki, filmy, imprezy. Odkryłem wtedy prostą prawdę – działam na wolnym rynku i moja propozycja jest tylko jedną z wielu. Następna refleksja: twórcy reklam, by nakłonić konsumenta do decyzji, wkładają ogromny wysiłek w jego poznanie (i niemałe pieniądze). A nam, księżom, wydaje się, że nie musimy się martwić odbiorcami, ponieważ mamy do przekazania prawdę. Oni dla pieniędzy… Ale czy ten sam problem nie dotyczy również pomocy charytatywnej? Czy nie mamy często przekonania, że – kiedy kogoś kochamy i zależy nam na nim – nie musimy się zastanawiać nad ukochanym, tylko go kochać? Pewnie dlatego często chcemy dobrze, a wychodzi jak zwykle: pomoc demoralizuje, przyjaźń się kończy, miłość przeradza się w nienawiść. Dla pieniędzy szkolimy się, znosimy niedogodności, decydujemy się na przemęczenie i cały szereg ograniczeń. A dla miłości? Dla przyjaciela? Dla bliźniego w potrzebie. Odkryłem, że pierwszym wyrazem miłości jest poznanie drugiego. A później nauczenie się go, odkrycie tego, co naprawdę wnosi wartości w jego życie. Albo inaczej: chciałbym w przyjaźni być traktowany lepiej niż konsument; chciałbym kochać z większym zaangażowaniem niż to, z jakim weryfikowani przez rynek twórcy reklam pracują nad kampanią. Wysoka jakość to drugie imię miłości. Albo bon mot: tyle miłości, ile jakości. Stworzenie dobrej reklamy kosztuje. Miłość wysokiej próby dużo kosztuje. Ale dopiero wtedy staje się SZLACHETNA.
powrót



























