Zainwestować w dziecko
O związkach żonglerki z tabliczką mnożenia, planach na przyszłość AKADEMII PRZYSZŁOŚCI i o tym, na kogo zagłosowała w konkursie na Sukces Roku, w rozmowie z Dorotą Mularz mówi Anna Żaczek, koordynatorka programu. Chcesz inwestować z WIOSNĄ w dzieci! Możesz to zrobić tutaj
Aniu, rozmawiamy w ważnej dla Ciebie chwili, bo tuż przed Magiczną Galą Sukcesów AKADEMII PRZYSZŁOŚCI – edukacyjnego programu dla dzieci, którego jesteś koordynatorką. Zanim jednak zapytam o Akademię – przenieśmy się do czasów, kiedy Ty sama byłaś małą dziewczynką. Powiedz, uczyłaś się wtedy dobrze czy źle?
Dobrze. Pochwalę się, że dobrze…
Czy miałaś problemy z jakimś przedmiotem w szkole i – najważniejsze – czy miałaś swojego tutora?
Niestety, miałam problemy z matematyką. Na szczęście miałam też swojego tutora. Był to bardzo specyficzny tutor i wtedy nigdy nie nazwałabym swojej ukochanej cioci takim mianem. Faktem jest jednak, że właśnie ona, do dziś nauczycielka matematyki, towarzyszyła mi w nauce; szczególnie w liceum. Chociaż od mniej więcej siódmej klasy podstawówki byłam zbyt ambitna, by pozwolić sobie na słabe oceny. Ale to właśnie dzięki niej zdawałam maturę z matematyki, choć jestem polonistką.
Czy to ona zainspirowała Cię do stworzenia AKADEMII PRZYSZŁOŚCI?
Myślę, że tak. Nawet teraz, gdy prowadzę szkolenia dla wolontariuszy, zawsze wspominam jej pomoc. Wiem, że gdyby nie ona, problemy z matematyką mogłyby się odcisnąć na moim poczuciu własnej wartości. Dodatkową inspiracją była dla mnie praca w szkole.
W tym roku szkolnym 500 dzieci z 10 polskich miast z pomocą swoich 500 osobistych tutorów poprawiało oceny i pokonywało szkolne trudności. W sumie w program było zaangażowanych ponad 1000 osób. Powiedz, jak się to wszystko zaczęło?
Pomysł na Akademię zrodził się w 2003 roku, kiedy po dwóch latach SZLACHETNEJ PACZKI ksiądz Jacek Stryczek, prezes WIOSNY, razem z Ewą Sobczyk doszli do wniosku, że trzeba pomóc biednym rodzinom również przez dotarcie do dzieci i stworzenie im szansy na lepszą przyszłość. Mentalność dzieci jest łatwiej zmienić niż dorosłych. Wtedy powstał program „Podzielmy się wiedzą”. Po pierwszych doświadczeniach stało się oczywiste, że projekt wymaga zmiany. Wtedy ksiądz i Ewa zwrócili się do mnie, jako do nauczyciela z rocznym stażem, z propozycją zaangażowania. Stwierdziłam, że kluczem do sukcesu jest to, że będziemy inni niż szkoła. Wtedy powstała idea „1x1”. Doszliśmy do wniosku, że należy maksymalnie zainwestować w dziecko i otoczyć je indywidualną, regularną opieką.
Na czym polega ten system – 1x1x1x1?
Jeden uczeń w ciągu jednego roku szkolnego otrzymuje pomoc w zakresie jednego przedmiotu raz w tygodniu od jednego tutora. Ten jeden przedmiot jest rodzajem pewnej kanwy, nie wyczerpuje jednak w pełni spotkania tutora z dzieckiem. Bardziej niż tradycyjne korepetycje są to zajęcia motywacyjno-edukacyjne. Na bazie – przykładowo – matematyki wolontariusz buduje sieć tak zwanych łatwych zadań, z pomocą których dziecko może doświadczać swoich sukcesów. Kiedy zostanie nawiązany kontakt i stworzone poczucie bezpieczeństwa, następnym krokiem jest trening samodzielności dziecka. Wszystko to odbywa się oczywiście w atmosferze twórczego współdziałania.
Wiem, że główne hasło Akademii brzmi „Każde dziecko ma prawo do sukcesu”. Powiedz, co to oznacza dla Ciebie i dlaczego to prawo do sukcesu jest takie ważne.
Tutaj nasuwa mi się pewna anegdota. Kiedy pisałam to zdanie, myślałam o Kamili, mojej uczennicy. Była to dziewczynka, która mimo bardzo ciepłej opieki ze strony mamy i babci miała ciągłe problemy z nauką – ze względu na pewne dysfunkcje intelektualne. Pamiętam, że wtedy narodził się we mnie bunt: przecież ona też ma prawo do przeżywania swoich osiągnięć, nawet jeśli będą to osiągnięcia innego rodzaju! Każdy człowiek ma potrzebę samorealizacji. Choć ja nigdy nie będę finansistą (patrz: problemy z matematyką), miałam warunki, żeby takie spełnienie przeżywać w innych aspektach. Każde dziecko, bez względu na własne czy środowiskowe ograniczenia, ma takie pole, gdzie może poczuć smak sukcesu – powiedzieć sobie: „Ja też coś umiem, potrafię!”. Każdy ma prawo do takiego doświadczenia.
AKADEMIA PRZYSZŁOŚCI jest programem na szeroką skalę. Wiem, że każdy wolontariusz, zanim zacznie pracę ze swoim uczniem, jest do tego odpowiednio przygotowywany. Kto jeszcze oprócz wolontariuszy angażuje się w Akademię, by w efekcie dzieci mogły otrzymać pomoc?
Bez wolontariuszy ten program by nie istniał, oni są jego podstawą. Jednak, aby mogli mieć warunki do pracy z dzieckiem, potrzebne jest wsparcie innych osób – koordynatorów szkolnych, koordynatorów regionalnych oraz ekspertów. To oni monitorują i analizują pracę tutorów. Korzystamy również z pomocy trenerów, którzy prowadzą dla wolontariuszy szkolenia.
Czasem trudno pewnie zachęcić ucznia, zwłaszcza takiego, który ma ciągłe problemy z nauką, do pracy i wysiłku; trudno go przekonać, że jemu też może się udać. Powiedz, czy tutorzy mają jakieś specjalne techniki, aby zmotywować swoich uczniów do nauki? Słyszałam coś o matematycznym „chińczyku”…
Faktycznie, wolontariusze starają się, żeby lekcje były inne, ciekawe; by dzieci z nauką zaczęły wiązać doświadczenie przyjemności i zabawy, a nie kłopotu czy obowiązku. Nasi wolontariusze są w tym względzie bardzo kreatywni. Najbardziej spektakularny jest przykład tutorów z Torunia, którzy do nauki tabliczki mnożenia wykorzystują żonglerkę. Dzieci grają też w różne gry planszowe, ucząc się gramatyki. Metod jest mnóstwo, a wszystkie mają przemawiać do wyobraźni. Tak jak pomysł Beaty Operchalskiej, wolontariuszki z Krakowa, która ze swoją uczennicą, Olą grała właśnie w matematycznego „chińczyka”.
W tym roku z okazji Gali Sukcesów odbywa się konkurs na Sukces Roku studenta Akademii Przyszłości. Powiedz, jakie osiągnięcia dzieci biorą udział w konkursie? Jakie są ich największe sukcesy?
Może nie powinnam tego mówić, ale zdradzę, że sukcesem, który mnie najbardziej poruszył, było pokonanie lęku – pewien chłopiec w toku pracy z wolontariuszem otworzył się i zaczął zadawać pytania. To wbrew pozorom jest bardzo ważne, ponieważ człowiek, który dużo pyta, otwiera się na świat, co pozwala mu później na dokonywanie wyborów. Samo pokonanie lęku, który jest nieodłączną częścią życia, jest ogromnym osiągnięciem. Jest też dużo sukcesów bardzo konkretnych, jak na przykład umiejętność narysowania prostopadłościanu w rzucie czy pierwsza piątka z angielskiego.
Domyślam się, że wiadomości o takich osiągnięciach naprawdę motywują do dalszej pracy dla dzieci i są źródłem ogromnej satysfakcji. Co przynosi Ci największą radość w pracy w Akademii?
Zmiana. To znaczy – zmiana obserwowalna nie tylko w dziecku, ale również w wolontariuszach. Choć program jest skierowany przede wszystkim do dzieci, wiadomość, że pod wpływem sukcesu dziecka wolontariusz czuje, że sam się zmienia, że dzięki udziałowi w projekcie dojrzewa, jest dla mnie największą radością.
Ja, jako, że jestem w WIOŚNIE od niedawna i dopiero się uczę, jestem pod wielkim wrażeniem rozmiaru tego programu i rozmachu z jakim Akademia się rozwija. Powiedz Aniu, jakie są Twoje odczucia w momencie finału kolejnej edycji Akademii i co czeka Akademię w przyszłym roku? Jak sobie wyobrażasz przyszłość AKADEMII PRZYSZŁOŚCI i o czym dla niej marzysz?
Ten rok był na pewno przełomem, ponieważ rozszerzyliśmy projekt na 10 miast. Najbardziej zależy mi na utrzymaniu standardów projektu, od idei po wszystkie założenia pracy z wolontariuszami i szkołami. W przyszłym roku chcemy objąć programem 800 dzieci. Kolejnym pomysłem jest organizacja warsztatów dla rodziców na zasadach, według których pracują wolontariusze. Marzę również o tym, żeby gale takie jak Magiczna Gala Sukcesów w Krakowie odbywały się we wszystkich regionach; w sumie w tym roku to się już prawie udało. I – oczywiście – rozszerzenie Akademii na kolejne miasta. Gdybyśmy pomnożyli liczbę miast, w których Akademia już działa, przez dwa – to byłby wielki sukces.
Właśnie tego życzę Tobie, sobie oraz całemu Wiosennemu zespołowi. Bardzo dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Dorota Mularz




















