Agnieszka: pod banderą Akademii
Jest 2 czerwca 2009 roku, na zegarze godzina 12.30. 11-letnia Agnieszka przekracza bramę drukarni RR Donnelley z niebieską flagą na ramieniu. Za nią podąża gromada dziewczynek podobnego wzrostu, 12-letni Mirek, trzy tutorki… Pracownicy zakładu spoglądają zdumieni po sobie – czyżby strajk alternatywny?!
Sprawa ulega wyjaśnieniu, gdy na fladze daje się rozpoznać logo AKADEMII PRZYSZŁOŚCI, a cały zespół wita Magdalena Pająk – Specjalista ds. PR i Komunikacji Marketingowej, pełniąca rolę gospodyni Dnia Dziecka z WIOSNĄ w siedzibie jednej z najnowocześniejszych drukarni w Europie.
Spotkanie rozpoczyna opowieść o tym, jak powstaje książka. Wiedza małych gości o tym procesie zostaje uzupełniona o specjalistyczne ciekawostki i szyfr CMYK – czyli skrót czterech podstawowych kolorów, używanych podczas druku. Zainteresowanie dzieci jeszcze wzrasta, gdy Magdalena Pająk zaprasza je do testu rozpoznawania kolorów. Ciekawe, jak damy sobie z nim radę? Wiosennych uczniów nie zraża nawet to, że niektóre odcienie różnią się naprawdę minimalnie. Z powodzeniem rozprawiają się z najtrudniejszymi przypadkami.
Bystrość i refleks zawodników zostają nagrodzone imiennymi dyplomami, wręczonymi im przez samego Pana Prezesa – Jana Przepiórę. Chwilę później nasze podekscytowanie chłodzi wyśmienity tort z truskawkami i bitą śmietaną. Ten specjał smakuje nam tym bardziej, że degustację poprzedziło zespołowe zdmuchnięcie świeczek. Jak zdradziła nam później Magdalena Pająk, był to moment szczególny dla Pana Prezesa, bo skłonił go do oderwania się na chwilę od rzeczywistości. „Dzieci wzbudziły szczere zainteresowanie i entuzjazm wśród naszych pracowników – mówi Magdalena Pająk. – Myślę też, że przy okazji prezes Przepióra przypomniał sobie swoją Pierwszą Komunię – wraz z prezentami – i swoje chłopięce marzenia...”. Nic dziwnego – przecież tak fajnie jest być dzieckiem, a zwłaszcza w AKADEMII PRZYSZŁOŚCI!
Ale to jeszcze nie koniec atrakcji. Po przerwie regeneracyjno-refleksyjnej Wiosenna ekspedycja wyrusza na hale produkcyjne. Niecodzienny szum, olbrzymie maszyny drukarskie, w nich śruby, taśmy i zwoje papieru o długości 30 km i wadze sięgającej – bagatela! – 1,5 tony! Świat jakby z nowoczesnej powieści o Guliwerze zapiera nam dech. Nawet wieloletni pracownicy drukarni są podekscytowani, widząc zachwycone miny dzieci – i chyba jednocześnie dumni, że mogą je gościć w swoich produkcyjnych progach.
Z pewnością wizyta w drukarni była świetnym uzupełnieniem dla niejednej lekcji języka polskiego czy historii. Bo kto nie chciałby uczyć się w takich warunkach?
Anna Żaczek
Koordynatorka AKADEMII PRZYSZŁOŚCI



































