Portret podwójny - NEWSLETTER 11.V.09
Każde z nich mówi o sobie: „piszę, marzę, pomagam”, na co dzień żyją jednak w zupełnie różnych światach. Ona to Małgorzata Kościelniak – dziennikarka, artystka, podróżniczka. I ambasadorka pewnej idei, którą stworzył on – ks. Jacek WIOSNA Stryczek, społeczny lider, duszpasterz, filozof. Przeczytaj ich podwójny wywiad ze sobą.
Na pytania Małgorzaty Kościelniak odpowiada ks. Jacek WIOSNA Stryczek.
Dużo pomagasz. Czy to możliwe, żeby w życiu pomagać „za dużo”? Żeby zatracić się w tym i zapomnieć całkowicie o sobie?
Pewnie. Mam z tym ciągłe problemy. Ale kieruję się prostą zasadą: nie pomagam innym wtedy, gdy już nie mogę pomóc sobie. Jak może pomagać człowiek nieszczęśliwy? Przecież wtedy sieje wokół swoje nieszczęście. Nie chcę tak! Ale wtedy często ludzie nie rozumieją, dlaczego nie pomagam im, skoro pomagam innym. Oni mają z tym problem i ja też. Takie zamknięte koło. Z jednej strony widzę tak wiele potrzeb, a z drugiej czuję, że muszę mieć wolność, że nie wszystko ode mnie zależy. Że ja nie wszystko mogę. A w głębi czuję, że najwięcej pomagam wtedy, gdy sam się rozwijam, staję się mądrzejszy i dojrzalszy. Widzę swoją przyszłość w jakości, a nie w ilości pomagania!
Piszesz. Niewielu zna Cię od tej strony. Ludzie kojarzą Cię najbardziej z komercyjnymi, głośnymi akcjami, happeningiem, konfesjonałem przed galerią handlową, bo to jest widowiskowe. Czy ta cicha, filozoficzna strona Twojej natury kiedyś stanie się tą główną?
Pierwsze moje wykształcenie ma charakter techniczny. Jestem inżynierem, przepracowanym na humanistę. Mam w tym względzie do siebie duży dystans. A równocześnie zauważyłem w sobie pewną różnicę w stosunku do innych (choć przez lata myślałem, że tak mają wszyscy). Szukam tam, gdzie inni nie szukają, zadaję sobie pytania, których inni nie mają. Powiedziałbym, że to takie ADHD duchowe połączone z wyprawą wysokogórską. Czy dzielenie się tym ma dla kogoś jakieś znaczenie? Nie wiem. Raczej nie grozi mi grafomania. Jestem przecież inżynierem.
Jakie jest Twoje marzenie związane z WIOSNĄ? Kiedy będziesz mógł powiedzieć, że już działa tak i pomaga tylu ludziom, że osiągnęliście cel?
„Wiosna” jako stworzona przeze mnie idea i Stowarzyszenie WIOSNA mają jeden cel: budzić ludzi do życia, inspirować do rozwoju, wprowadzać na drogę pasji i przekraczania siebie, aby mogli stawać się KIMŚ. Dla mnie największą radością jest widzieć, jak zwykli ludzie stają się niezwykli, a przez to piękni. To jest moja pasja. Kiedy więc „Wiosna” będzie WIOSNĄ? Gdy będzie miała siłę wydobywania z ludzi tego, co mają najpiękniejsze. A potem da tym ludziom siłę do wydobywania z innych tego, co jest ich bogactwem. A potem ci zarażą następnych. Aż wreszcie ktoś „wiosennie” zacznie mnie zarażać pasją rozwoju. Wtedy będę szczęśliwy. Przecież dzielę się z innymi tym, co mnie inspiruje, więc jakże będzie pięknie, gdy ktoś mnie zainspiruje tym, co mnie kręci. Dla mnie to jest miłość wzajemna. Powiem niedyskretnie, że to się coraz częściej zdarza. Dziękuję.
Jesteś między innymi duszpasterzem ludzi biznesu. Czy biznesmeni potrzebują innej pomocy? Mają inne cierpienia? Czy potrafią być bezsilni i pokorni?
Generalnie potrzebują pomocy. W jakimś sensie są strasznie splątani. Mają sukcesy, więc są przyzwyczajeni do tego, że sobie radzą. W jakimś sensie czują w sobie obowiązek radzenia sobie. A przecież są takie ważne elementy rozwoju człowieka, przez które ktoś nas musi przeprowadzić. Wtedy pojawia się drugi problem. Ludzie sukcesu mają sukces – i pieniądze. Nigdy więc nie wiadomo, kto jest przyjacielem, a kto jest blisko nich dla biznesu. Wtedy nawet bezpieczniej jest od razu płacić za pomoc, by się nie rozczarować. Stąd bierze się moda na psychologów, trenerów itd. Ale to nie to samo. Oczywiście jest jeszcze rodzina. Wydaje się nawet, że obecnie posiadanie rodziny w połączeniu z działalnością biznesową to duży sukces. Ale nawet to nie pomaga, bo rodzina to wciąż dbanie o swoich, czyli właściwie o siebie. A gdzie wolność, przestrzeń do przekraczania siebie, która daje prawdziwą radość? Gdzie jest więc rozwiązanie? Odpowiem prosto: w duchowości i w pomaganiu innym, na przykład w wolontariacie. Jedno i drugie jest sztuką, więc potrzeba tutaj przewodnika, mistrza. No i znowu wraca problem zaufania, ale i pokory. Skoro zawsze sobie radzę… Tu gdzieś szukam miejsca dla siebie. Ja oczywiście nie muszę i nie chcę nikogo nawracać. Każdy robi, co chce. Ja to po prostu lubię i mnie to też „prowadzi”. I jeszcze jedno – cos wspólnego. Ludzie biznesu nie mają dużo wolnego czasu – i ja też go nie mam.
Czy Twoim zdaniem Kościół musi zmieniać swój sposób mówienia, żeby towarzyszyć ludziom współcześnie? Czy to ludzie mają szukać w niezmiennym Kościele opoki i zasad?
Ja myślę (mówiąc językiem przypowieści), że i bukłaki są już stare, i wino wyciekło. To znaczy, że formy religijności nie odpowiadają wielu ludziom, zwłaszcza młodym. Ale nawet jeśli zmieni się te formy, to nie oznacza, że znajdzie się to coś, co ludzi pociągnie, nada ich życiu smak. Ja szukam w swojej wierze przede wszystkim smaku życia. Forma jest i będzie dla mnie zawsze wtórna. Szukajcie, a znajdziecie – to zdanie prowadzi mnie latami w nieznane. A znalezienie formy zajmuje mi tylko chwilę.
Rozmawiała Małgorzata Kościelniak
Przeczytaj drugą część wywiadu – rozmowę księdza Jacka WIOSNY Stryczka z Małgorzatą Kościelniak
powrót
Na pytania Małgorzaty Kościelniak odpowiada ks. Jacek WIOSNA Stryczek.
Dużo pomagasz. Czy to możliwe, żeby w życiu pomagać „za dużo”? Żeby zatracić się w tym i zapomnieć całkowicie o sobie?
Pewnie. Mam z tym ciągłe problemy. Ale kieruję się prostą zasadą: nie pomagam innym wtedy, gdy już nie mogę pomóc sobie. Jak może pomagać człowiek nieszczęśliwy? Przecież wtedy sieje wokół swoje nieszczęście. Nie chcę tak! Ale wtedy często ludzie nie rozumieją, dlaczego nie pomagam im, skoro pomagam innym. Oni mają z tym problem i ja też. Takie zamknięte koło. Z jednej strony widzę tak wiele potrzeb, a z drugiej czuję, że muszę mieć wolność, że nie wszystko ode mnie zależy. Że ja nie wszystko mogę. A w głębi czuję, że najwięcej pomagam wtedy, gdy sam się rozwijam, staję się mądrzejszy i dojrzalszy. Widzę swoją przyszłość w jakości, a nie w ilości pomagania!
Piszesz. Niewielu zna Cię od tej strony. Ludzie kojarzą Cię najbardziej z komercyjnymi, głośnymi akcjami, happeningiem, konfesjonałem przed galerią handlową, bo to jest widowiskowe. Czy ta cicha, filozoficzna strona Twojej natury kiedyś stanie się tą główną?
Pierwsze moje wykształcenie ma charakter techniczny. Jestem inżynierem, przepracowanym na humanistę. Mam w tym względzie do siebie duży dystans. A równocześnie zauważyłem w sobie pewną różnicę w stosunku do innych (choć przez lata myślałem, że tak mają wszyscy). Szukam tam, gdzie inni nie szukają, zadaję sobie pytania, których inni nie mają. Powiedziałbym, że to takie ADHD duchowe połączone z wyprawą wysokogórską. Czy dzielenie się tym ma dla kogoś jakieś znaczenie? Nie wiem. Raczej nie grozi mi grafomania. Jestem przecież inżynierem.
Jakie jest Twoje marzenie związane z WIOSNĄ? Kiedy będziesz mógł powiedzieć, że już działa tak i pomaga tylu ludziom, że osiągnęliście cel?
„Wiosna” jako stworzona przeze mnie idea i Stowarzyszenie WIOSNA mają jeden cel: budzić ludzi do życia, inspirować do rozwoju, wprowadzać na drogę pasji i przekraczania siebie, aby mogli stawać się KIMŚ. Dla mnie największą radością jest widzieć, jak zwykli ludzie stają się niezwykli, a przez to piękni. To jest moja pasja. Kiedy więc „Wiosna” będzie WIOSNĄ? Gdy będzie miała siłę wydobywania z ludzi tego, co mają najpiękniejsze. A potem da tym ludziom siłę do wydobywania z innych tego, co jest ich bogactwem. A potem ci zarażą następnych. Aż wreszcie ktoś „wiosennie” zacznie mnie zarażać pasją rozwoju. Wtedy będę szczęśliwy. Przecież dzielę się z innymi tym, co mnie inspiruje, więc jakże będzie pięknie, gdy ktoś mnie zainspiruje tym, co mnie kręci. Dla mnie to jest miłość wzajemna. Powiem niedyskretnie, że to się coraz częściej zdarza. Dziękuję.
Jesteś między innymi duszpasterzem ludzi biznesu. Czy biznesmeni potrzebują innej pomocy? Mają inne cierpienia? Czy potrafią być bezsilni i pokorni?
Generalnie potrzebują pomocy. W jakimś sensie są strasznie splątani. Mają sukcesy, więc są przyzwyczajeni do tego, że sobie radzą. W jakimś sensie czują w sobie obowiązek radzenia sobie. A przecież są takie ważne elementy rozwoju człowieka, przez które ktoś nas musi przeprowadzić. Wtedy pojawia się drugi problem. Ludzie sukcesu mają sukces – i pieniądze. Nigdy więc nie wiadomo, kto jest przyjacielem, a kto jest blisko nich dla biznesu. Wtedy nawet bezpieczniej jest od razu płacić za pomoc, by się nie rozczarować. Stąd bierze się moda na psychologów, trenerów itd. Ale to nie to samo. Oczywiście jest jeszcze rodzina. Wydaje się nawet, że obecnie posiadanie rodziny w połączeniu z działalnością biznesową to duży sukces. Ale nawet to nie pomaga, bo rodzina to wciąż dbanie o swoich, czyli właściwie o siebie. A gdzie wolność, przestrzeń do przekraczania siebie, która daje prawdziwą radość? Gdzie jest więc rozwiązanie? Odpowiem prosto: w duchowości i w pomaganiu innym, na przykład w wolontariacie. Jedno i drugie jest sztuką, więc potrzeba tutaj przewodnika, mistrza. No i znowu wraca problem zaufania, ale i pokory. Skoro zawsze sobie radzę… Tu gdzieś szukam miejsca dla siebie. Ja oczywiście nie muszę i nie chcę nikogo nawracać. Każdy robi, co chce. Ja to po prostu lubię i mnie to też „prowadzi”. I jeszcze jedno – cos wspólnego. Ludzie biznesu nie mają dużo wolnego czasu – i ja też go nie mam.
Czy Twoim zdaniem Kościół musi zmieniać swój sposób mówienia, żeby towarzyszyć ludziom współcześnie? Czy to ludzie mają szukać w niezmiennym Kościele opoki i zasad?
Ja myślę (mówiąc językiem przypowieści), że i bukłaki są już stare, i wino wyciekło. To znaczy, że formy religijności nie odpowiadają wielu ludziom, zwłaszcza młodym. Ale nawet jeśli zmieni się te formy, to nie oznacza, że znajdzie się to coś, co ludzi pociągnie, nada ich życiu smak. Ja szukam w swojej wierze przede wszystkim smaku życia. Forma jest i będzie dla mnie zawsze wtórna. Szukajcie, a znajdziecie – to zdanie prowadzi mnie latami w nieznane. A znalezienie formy zajmuje mi tylko chwilę.
Rozmawiała Małgorzata Kościelniak
Przeczytaj drugą część wywiadu – rozmowę księdza Jacka WIOSNY Stryczka z Małgorzatą Kościelniak
powrót



























