Edyta Kozub - NEWSLETTER 11.XII.2008 r.
Edyta Kozub – wolontariuszka PACZKI. Razem ze swoim sztabem pomoże jedenastu rodzinom z Krakowa. Jest na trzecim roku zarządzania na AGH. Występuje w uczelnianym kabarecie „Rodzina Świrów”. Coś, co ją wyróżnia? Jest utalentowaną malarką. Poza tym zna biegle język migowy. Nieprzypadkowo – Edyta nie słyszy, tak jak jej przyjaciele ze sztabu PACZKI i wszystkie rodziny, które dzięki nim dostaną świąteczną pomoc.
Z Edytą Kozub rozmawia Joanna Kłosowska
Dlaczego chciałaś wziąć udział w SZLACHETNEJ PACZCE?
Sama w życiu doświadczyłam pomocy od innych i wiem, jakie to ważne. Teraz ja chciałam coś dla kogoś zrobić. Nie potrafię być obojętna na ludzką krzywdę, a PACZKA jest dobrym sposobem, by dotrzeć do ludzi potrzebujących. Razem z moimi niesłyszącymi przyjaciółmi chcemy przeankietować jedenaście głuchych rodzin, które Stowarzyszenie WIOSNA włączyło w tym roku do akcji.
Czy – gdyby nie Wasze zaangażowanie – ta pomoc byłaby niemożliwa?
Byłaby możliwa, ale bardzo trudna. My – jako osoby niesłyszące – ankietując te rodziny, nie będziemy potrzebować tłumacza. To bardzo ułatwi sprawę, a także pomoże wytworzyć intymną atmosferę podczas takiego spotkania. Rozmowa przez pośrednika o trudnych dla tych ludzi sprawach mogłaby być dla nich zbyt krępująca.
Czy rodziny borykające się z problemem głuchoty mają jakieś specyficzne problemy?
Najwięcej trudności powoduje komunikacja – brak możliwości rozumienia języka polskiego. Rodziny te posługują się nierzadko wyłącznie językiem migowym, co powoduje dużo trudności w kontaktach z otoczeniem. Zwłaszcza starsi ludzie, którzy nie słyszą, w większości nie znają polskiego. Teraz trochę się to zmienia, młodsze pokolenie zaczyna się go uczyć. Jednak są z tym duże problemy, ponieważ nie słyszymy zgłosek i przez to bardzo trudno jest się nam nauczyć alfabetu. Z „ś’, „ć’ czy „sz” nie mamy szans!
Czy to powoduje problemy ze znalezieniem pracy?
Trudności w komunikacji są jednym z problemów. Za nimi idą również krzywdzące dla głuchych stereotypy, które funkcjonują w naszym społeczeństwie. Niektóre firmy nie zatrudniają takich osób, ponieważ istnieje przekonanie, że nie będą one umiały tak dobrze pracować jak inne, czyli – że będą z nimi kłopoty. Często nawet pracując jesteśmy ofiarami dyskryminacji. Podam przykład: mój niesłyszący kolega został zatrudniony w pewnej firmie. W umowie miał zapisany siedmiogodzinny dzień pracy. Pracodawca jednak przetrzymywał go zawsze dziesięć godzin. Wychodził z założenia, że może go oszukiwać, bo „niesłysząca” znaczy „naiwny” – i tak się nie zorientuje.
To okropne…
Niestety, takie są fakty. Kiedy niesłyszący dostaje pracę, to często wiele musi znieść, żeby jej nie stracić. Mój kolega dostał ultimatum: albo będzie pracował dziesięć godzin, albo zostanie bezrobotny. Więc jaki miał wybór? Dodatkowym problemem są świadczenia socjalne. Ludzie niesłyszący mogą się starać o rentę o wysokości 470 zł miesięcznie. Podejmując pracę, nie mogą zarobić więcej niż 300 zł, bo łączny dochód nie może przekroczyć 700 zł. Często jest to początkiem kłopotów finansowych. Jak możesz sobie wyobrazić, niełatwo jest wyżyć za taką kwotę a nie każdy niesłyszący ma szansę podjąć tak dobrą pracę, by móc zrezygnować z renty.
Nic dziwnego, że rodzinom zaczyna być ciężko. Czy u Was w domu też borykaliście się z takimi problemami?
Czasem było nam ciężko, ale ogólnie dajemy sobie radę. W przeciwieństwie do mnie, mojego brata i siostry – nasi rodzice słyszą. To bardzo zmienia sytuację. Mam nadzieję, że w ramach PACZKI uda mi się pomóc rodzinom, którym nie wiedzie się tak dobrze jak naszej.
Rozmawiała Joanna Kłosowska
powrót



























