Oduczyłam się marzyć - NEWSLETTER 02.XII.2008
W środowy wieczór razem z Agnieszką i Szymonem zastukaliśmy do drzwi mieszkania w budynku wielorodzinnym na Podgórzu. Po drugiej stronie odezwało się głośne szczekanie i jeszcze głośniejszy, mocny głos: „Cicho Ramzes!”. Drzwi otworzyła nam mocno utykająca kobieta – jak się potem okazało, ma osteoporozę; dopiero co lekarze zdjęli jej gips po złamaniu nogi w biodrze. Ramzes – wyrośnięty buldog, jak mniemam (choć znawcą ras nie jestem) – zamerdał do nas ogonem. Pani Lidia zaprosiła nas do środka. Zza stołu patrzył na nas Kacperek, jej siedmioletni syn; oczy iskrzyły mu się jak dwa małe węgielki. Podałam mu rękę – uścisnął ją delikatnie, ale stanowczo. Pani Lidia zaprosiła nas do stołu – korzystając z chwili zamieszania, rozejrzałam się po pokoju. Uderzyła mnie ogromna ilość pudeł, w których trzymane było mnóstwo rzeczy, począwszy od ubrań aż po stare książki. Pomyślałam, że przydałaby im się szafa z prawdziwego zdarzenia.
Pani Lidia sama wychowuje troje dzieci: najstarszego Mateuszka (16 lat), młodszą Jadwigę (15 lat) oraz wspomnianego Kacperka. Starsze dzieci mają lekki niedorozwój umysłowy i cierpią na różne rodzaje alergii. Pani Lidia pokazywała nam ogromne rachunki za leki: „Przestałam płacić za mieszkanie, żeby móc dzieciom kupić leki – one muszą je dostawać. To jest najważniejsze!”. Opłaty za mieszkanie były ogromne i przewyższały niemal dochody rodziny. Z powodu swojej choroby i konieczności stałej opieki nad dziećmi pani Lidia nie może znaleźć żadnej pracy: „W urzędzie bezradnie rozłożyli ręce – opinia poradni psychologiczno-pedagogicznej mówi jasno, że dzieci muszą być pod stałą opieką. I kto mnie zatrudni w tej sytuacji?”. Potrzeby tej rodziny są ogromne – od żywności po łóżko i szafę, ale pani Lidia miała opory, by o coś prosić. Jeśli już, to dla dzieci – głównie ubrania na zimę i słownik wyrazów obcych. „A dla siebie? O czym pani marzy?” – zapytała Agnieszka. Odpowiedź była chyba najgorsza z możliwych: „Ja już oduczyłam się marzyć. Życie mnie oduczyło. Może tylko jedno marzenie: żeby dzieci były zdrowe”. Żeby przerwać ciszę, zapytałam Kacperka, o czym marzy. Oczy mu rozbłysły. Długo myślał, aż w końcu powiedział, że chciałby gazetkę z bohaterami filmu dla młodzieży „High School Musical”. Gdy teraz o tym piszę, przed oczami stają mi dzieci z mojej rodziny, które natychmiast wymieniłyby nowy komputer, najnowszą grę i odtwarzacz mp4 – koniecznie z dużym wyświetlaczem. Kiedy dziecko może zażyczyć sobie niemal wszystkiego, a prosi o rzecz, która kosztuje tyle co skromne śniadanie w niedrogim barze... Rozumiecie, co mam na myśli?
Kiedy pani Lidia opowiadała Agnieszce o swojej sytuacji, o tym jak walczy z urzędami, które nie chcą lub nie umieją jej pomóc – ja obserwowałam Kacperka. Pokazał mi zeszyty szkolne i swoje rysunki – umie już całkiem dobrze dodawać i pięknie rysuje zwierzęta, a w przyszłości chciałby pracować w sklepie zoologicznym. Pomyślałam sobie, że to piękne marzenia i cieszę się, że Kacper potrafi marzyć.
Nigdy wcześniej nie ankietowałam rodzin ze SZLACHETNEJ PACZKI. Czuję się, jakbym ich znała od wieków. Powiecie, że nie można zaprzyjaźnić się z kimś w godzinę? Być może. Ale ja poczułam z tą rodziną ogromną więź. I z pewnością było to obopólne uczucie, czemu wyraz dał Kacper – żegnając się ze mną, wręczył mi małą figurkę pieska: „To dla pani. Prezent”. Wtedy zapadła decyzja: to dla tej rodziny zrobię swoją SZLACHETNĄ PACZKĘ.
Ania Stąpór
Koordynatorka AKADEMII PRZYSZŁOŚCI WIOSNA w Krakowie
powrót



























